• Wpisów: 64
  • Średnio co: 20 dni
  • Ostatni wpis: 105 dni temu, 00:58
  • Licznik odwiedzin: 9 585 / 1361 dni
 
sayorinekomori
 
„Moja Mery Lu,
Nie pisałem do Ciebie już dłuższy czas. Ty też przestałaś, jakieś siedemnaście lat temu. Ah, jak ten czas szybko leci.
Znowu siedzę przy parapecie pisząc do Ciebie list, którego i tak nie wyślę. Lipy szumią tak samo, jak poprzednim razem. Co jakiś czas robię sobie przerwę, aby pozbierać myśli i napić się czarnej herbaty. Jednak nie smakuje tak samo, jak gdybyś Ty ją parzyła. Wychodzi albo za mocna, albo za słaba. Twoja była idealna. Cała byłaś idealna. Nie, jestem pewien, że nadal taka jesteś.
Moja Mery Lu, czemu odeszłaś? Ja ciągle na Ciebie czekam. Piszę listy, gram, śpiewam, wszystko, co robię jest dla Ciebie. Nie słyszysz tego? Nie czujesz? Gdzie się podzialiśmy? W którym momencie puściłaś moją dłoń? Nie zauważyłem tego momentu. Proszę, odezwij się do mnie. Proszę. Wybaczę Ci. Wybaczę Ci wszystko i sam będę błagał o wybaczenie, tylko wróć. Wróć do domu, do mnie, do nas.
Kilka dni temu wracając ze sklepu zaczepiła mnie jakaś cyganka. Chciała za pomocą tarota przepowiedzieć mi przyszłość. Odmówiłem, mimo że miał być za darmo, jako pierwszy raz. Odmówiłem. Nie potrzebuję kart, aby wiedzieć, że nie mogę bez Ciebie żyć. Jesteś dla mnie wszystkim. Jesteś moim światem. Duszę się. Duszę się, bo ty jesteś moim powietrzem, ale Ciebie tu nie ma. Więc gdzie teraz jesteś? Czemu nie przy mnie?
Cały czas mam jakieś omamy. Ciągle mam wrażenie, że słyszę Twój głos, który szepcze mi do ucha, że mnie kochasz Czuję Twój dotyk, który rozpalał całe moje ciało. Czuję zapach Twoich perfum. Uwodzący, kuszący zapach. Bywają takie dni, gdy siedząc przy biurku i pisząc kolejny poemat o twoim pięknie nagle go czuję. Subtelny aromat, który zawsze Cię otaczał opanowuje mój umysł, dzięki czemu przybywa mi natchnienia. O moja weno! Moje Słońce, moja ukochana, moja Beatrycze, moja Oleńko, moja Mery Lu! Pamięć o Tobie daje mi sił do dalszej pracy. To dzięki Tobie moje małe marzenie się spełniło. Wszystko, co stworzyłem było pisane z myślą o Tobie, było pisane o Tobie i o mojej miłości do Ciebie. Wszystko co chciałem Ci powiedzieć, ale nie zdążyłem, zapisałem na kartach moich książek, tomików, listów, piosenek. To wszystko pisałem o aniele, który spadł z nieba i stanął na mojej drodze. O aniele, którego ciało odbierało dech w piersiach. O aniele o głębokich oczach, miękkich włosach, cudownym uśmiechu...
Czasem napada mnie myśl, że jesteś aniołem bez sumienia. Przybyłaś, wtargnęłaś w moje życie i zniknęłaś... Według mitologii na początku był chaos. Ja uważam, że to Ty byłaś przed nim i go wywołałaś. Czy pojawisz się również, gdy świat będzie u swego kresu? O aniele, czy potrafisz pojąć ogrom mojej miłości do Ciebie?
Moje wspomnienia Ci nie wystarczają. Nawiedzasz mnie nawet w snach. Opanowałaś całe moje życie, mój umysł, moje istnienie. Od dłuższego czasu, co noc śni mi się ten sam sen. Widzę Cię, jak śpisz na wielkim białym łożu. Stoję przy ścianie i patrzę na Twoje piękne oblicze. Lata dobrze Ci służą, jesteś jeszcze wspanialsza niż, jako młódka, która dopiero weszła w dorosłość. Chcę do Ciebie podejść, ale nie mogę. Jakby oddzielała mnie od Ciebie szklana ściana. I nagle drzwi się otwierają i do Twojej sypialni wchodzi mężczyzna ubrany tylko w spodnie dresowe. Nie widzę jego twarzy, ale wiem, że to nie jestem ja. Krzyczę, ale mój głos nie przenika przez ten niewidzialny mur. Walę pięściami, gdy on podchodzi do Ciebie i opierając się o łóżko nachyla się nad Tobą i budzi Cię pocałunkiem. Mrugasz oczami i podnosisz się przeciągając niczym kotka, aby później uwiesić się na jego szyi i oddać pocałunek. Krzyczę, walę i płaczę widząc, jak on pomaga Ci się ubrać. On, nie ja! I tak budzę się każdej nocy z krzykiem, zalany potem i łzami. Długo nie mogę się uspokoić. Muszę wypić czarną herbatę nim ponownie uda mi się zasnąć, ale najczęściej już nie wracam do łóżka. Siadam przy biurku, zapalam lampkę i sięgam po kieszonkowy kalendarz. Uśmiecham się nostalgicznie, gdy przypominam sobie swój terminarz z okresu, gdy jeszcze byłaś przy mnie. Każdy dzień był zapisany, niektóre zapisywałaś Ty dając mi do zrozumienia, że ten termin jest zarezerwowany tylko i wyłącznie dla Ciebie. Odpowiadało mi to, byłem szczęśliwy, gdy to robiłaś. Teraz jest prawie pusty. Zaznaczone są tylko deadline'y i sporadyczne wizyty u matki.
Widzisz, jak wygląda moje życie bez Ciebie? Nadal wierzę, że wrócisz. Pewnie uważasz, że to głupie, wręcz żałosne. Ale ludzie nie wyjeżdżają tak bez słowa i nie urywają kontaktu. Ty taka nie jesteś. Prawda? Jesteś moim powietrzem, wodą na pustyni, asteroidą i boginią łez! Jesteś moją Alfą i Omegą! Górą, co mnie chroni, ciepłym wiatrem, co ogrzewa. Jesteś wiarą i nadzieją... Jesteś....
Nie mogłaś tak łatwo o mnie zapomnieć. Nie mogłabyś być tak okrutna. Nie ty... Moje Słońce, moja ukochana, moja Beatrycze, moja Oleńko, moja Mery Lu... Tak bardzo pragnę znów Cię ujrzeć, znów dotknąć, znów zasypiać i budzić się przy Tobie... Moja jedyna...
Ten list już dobiega końca. Położę się, jest już późno. Nadal mam nadzieję, że to tylko sen i, że gdy tylko się obudzę Ty będziesz w moich objęciach czekać, aż obudzę się pocałunkiem. Może znów mi się przyśnisz? Tylko proszę, tym razem przyjdź sama.
Dobranoc, moja Mery Lu,
Na zawsze Twój, Vincent”

49d311534c7221fce95a202f9ba35216.jpg


Witajcie Robaczki!! :* Jeśli jest tu ktoś, kto jeszcze czeka to jest mi niezmiernie miło i przykro jednocześnie. Miło, bo ktoś czekał, a przykro, że JA kazałam tyle czekać.
Więc najpierw! Jest to kolejna część listów Vincenta. Wreszcie miałam odpowiedni nastrój, aby to napisać i myślę, że niedługo może się pojawić i trzecia (ostatnia) część tej króciutkiej serii. Jak widzicie doskonale, Vincent został artystą i ten list napisał w wieku 39 lat. Biedny Vincent, nie może ruszyć dalej :( Nadzieja matką głupich, a ona kocha swoje dzieci...
Dobra, "po-rozdziałowa" gadka zakończona, myślę, że tyle wam wystarczy, jak nie to piszcie, jak nie gryzę ;)
Lecimy dalej!
Co będę ściemniać, zaniedbałam swoje "pisarstwo" i to mocno. Straciłam kompletnie chęci i motywację, aby zasiąść i zacząć coś pisać. Jednak to nie znaczy, że przestałam nad tym myśleć, o nieee... Jednak pewnie wiecie, jak to jest: macie pomysł, wydaje wam się, że jest mega i super i w ogóle miód malina i polędwiczki, ale gdy już to zaczęliście pisać, zaczynacie mieć poczucie, że to gówno, przewidywalne, nieciekawe, typowe... Mam tak z "Nie zapomnij" i do tej pory nic z tego nie tknęłam :( Chciałabym ruszyć z tym dalej, nie chciałabym tego kończyć, bo to było tylko chwilowe zauroczenie pomysłem... Lorina zasługuje na dokończenie swojej historii.
Czy to jest mój wielki powrót?? Niczego nie obiecuję, ale chcę do tego wrócić, bo pisanie to coś, co naprawdę lubię robić, lubię czasem zatracić się w świecie, który tworzę, a sądzę, że w tym okresie, który teraz przechodzę będzie to wręcz zbawienne.
Mam małą prośbę. Jeśli chciało Ci się czytać te odautorskie ględy to proszę zostaw komentarz albo jakiś znak, że ktoś tu był, przeczytał, opinia też może być, nie pogardzę ;*
No dobrze, nie przedłużając już...
Do następnego i miłego dnia/dobranoc Robaczki ;*

  •  
  • Pozostało 1000 znaków