• Wpisów: 64
  • Średnio co: 21 dni
  • Ostatni wpis: 162 dni temu, 00:58
  • Licznik odwiedzin: 9 770 / 1418 dni
 
sayorinekomori
 
Nie mogę uwierzyć, że to dzieje się naprawdę, a mieszkam tu już od trzech lat. Wszystko tu jest takie piękne i drogie. Czasem mam wrażenie, że ludzie postrzegają mnie, jako oszusta. A co wy byście pomyśleli? Księżniczka okłamała faceta, on się obraził i uciekł, a potem nagle wraca i zostaje jej narzeczonym. To tak jakbym patrzył na Rose przez pryzmat jej władzy i pieniędzy. A przecież to nie tak! Kocham ją, chcę z nią być, a wizja panowania nad państwem jest czymś, co mnie przeraża.
Westchnąłem głęboko. Przecież się nie wycofam. Przynajmniej pociesza mnie myśl, że to ona będzie królową, a ja tylko jej mężem. To ona będzie nosić koronę ojca, a ja będę dumnie stał u jej boku.
Ten czas tak szybko zleciał. Wydawałoby się, że dopiero wczoraj wpadła na mnie i przerażeniem w oczach przepraszała za swoją niezdarność. Była taka słodka. Wydaje mi się, że już wtedy znalazła szparę w murze, którym się otoczyłem i starając się przez nią przecisnąć roztrzaskała go do samego fundamentu. Cieszę się, że to ona. Moja Rose.
Jednak wróćmy do rzeczywistości. Wiecie, co teraz robię? Galopuję przez las w samotności, bo moja narzeczona postanowiła zniknąć w dniu ślubu! No cudownie! Mało mi atrakcji na dziś?! Jeszcze mi powiedźcie, że się rozmyśliła! O nie… Zaciągnę ją do tego ołtarza, choćby i siłą!
- No kolego – pochyliłem się i poklepałem Josepha po masywnej szyi. – Znajdziesz to miejsce, prawda? – Zapytałem. Koń odpowiedział rżeniem i przyśpieszył.
Nie mam pojęcia ile czasu zajęło mi dojechanie na miejsce, ale gdy tylko ujrzałem, jak Rosaline siedzi pod wierzbą poczułem, jakby wielki kamień spadł mi z serca. Zsiadłem z konia, a ten od razu podszedł do jeziorka.
Rose wyglądała, jak anioł śpiąc tak oparta o potężne drzewo. Witki wierzby falowały na wietrze rzucając cień na jej porcelanową twarz. Westchnąłem nagle rozczulony. Czy byłem na nią zły? Nie w tej chwili. Teraz chciałem ją tylko mocno objąć i powiedzieć, że się martwiłem.
Podszedłem do niej i czule pogłaskałem po policzku.
- Rose – cicho wypowiedziałem jej imię, aby zbytnio jej nie przestraszyć, ale to niewiele dało. Gdy tylko się ocknęła krzyknęła.
- Boże, nie strasz – wysapała łapiąc się za serce. Uniosłem brwi i usiadłem obok niej.
- To moja kwestia – pokręciłem z politowaniem głową. – Cały pałac stoi na głowie, bo ich przyszła królowa postanowiła sobie zniknąć nikomu nic nie mówiąc. To było nieodpowiedzialne – skarciłem ją i zaraz potem siebie. Głąbie, delikatniej!
Rosaline przygryzła wargę i zaczęła wyłamywać sobie palce. Zamknąłem jej delikatne dłonie w swoich, aby przestała to robić.
- Dlaczego to zrobiłaś? – Zapytałem już spokojniej. – Nie chcesz… - zacząłem, ale to zdanie nie chciało mi przejść przez gardło.
- Nie! – Przerwała mi gwałtownie. – Nie, to nie tak. Ja… - rzuciła się na mnie wtulając twarz w moją szyję. Objąłem ją czule i pocałowałem w czubek głowy.
- Zawsze wyobrażałam sobie swój ślub, a teraz się okazało, że planowanie wygląda zupełnie inaczej niż myślałam – wyznała.
- Co masz na myśli? – Chyba nigdy nie zrozumiem kobiet.
- Nie mogłam się na niczym skupić, nie dawali mi ani chwili wytchnienia. Jaki kolor obrusu, jakie serwetki, perła czy kość słoniowa, ugh! – Warknęła i rozsiadła się wygodnie na moich kolanach. – Ty też masz takie problemy? – Spojrzała na mnie kocim wzrokiem przesuwając palcami po moim karku. Zadrżałem z przyjemności, ale nie mogłem pozwolić sobie na luksus zatracenia się w ten błogi stan. Jeszcze nie nadszedł na to czas.
- Umm… Nie? – Sam nie byłem pewny. Mruknęła niezadowolona z odpowiedzi. – Skarbie – zacząłem bawiąc się kosmykiem jej włosów. W niewyjaśniony dla mnie sposób było to dla mnie uspokajające i pozwalało mi się skupić. – Wszyscy chcą, aby nasz ślub był wyjątkowy. W końcu cały kraj, o ile nie świat, będzie nas obserwować.
- Ale nie pozwalają mi się tym cieszyć!
Zaśmiałem się. Czasem zachowywała się, jak dziecko. Pocałowałem ją w nos.
- Z czego się śmiejesz? – Warknęła.
- Dzieciaku, wszyscy na ciebie liczą, a ty jakieś fochy odstawiasz – zacząłem mówić do niej sposobem, jakiego wręcz nie znosiła. Powstrzymywałem śmiech, gdy naburmuszyła się, jak indyk. Dosłownie.
- Nie jestem dzieckiem! – Zezłościła się. Jęknąłem, gdy wbiła paznokcie w moje barki. - Jestem tylko zirytowana! Nie mogę nawet napić się herbaty, bo ciągle coś, ciągle coś – marudziła dalej, a ja tylko słuchałem. – Przygotowania trwają rok… ROK! A oni nadal w proszku!
- W tej chwili to my jesteśmy w proszku – oznajmiłem. – Powinniśmy się zacząć przygotowywać, bo w końcu spóźnimy się na własny ślub.
Westchnęła i oparła głowę na moim ramieniu.
- Naprawdę się bałeś, że się rozmyśliłam? – Zapytała po chwili ciszy.
- Tak – odpowiedziałem nieco zawstydzony głaszcząc ją po głowie. Nagle ją poderwała i spojrzała mi w oczy. Lśniły czerwienią, niczym u jakiejś magicznej istoty. Czasem miałem wrażenie, że rola leśnej wróżki idealnie by jej pasowała. Albo diablicy.
- To się nigdy nie zdarzy – szepnęła i musnęła moje wargi. Od razu zareagowałem i przytrzymując jej śliczną buzię w dłoniach wpiłem się w jej usta. Zachichotała z chęcią odwzajemniając mój pocałunek
- Musimy jechać – odparłem, po kilku długich minutach, gdy wreszcie się od siebie oderwaliśmy.
- A obiecasz mi coś? – Zapytała wpatrując się w moje oczy. Przechyliłem głowę i pogłaskałem ją czule po policzku.
- Czego sobie życzysz? – Zapytałem przesuwając kciukiem po jej lekko nabrzmiałych wargach.
- Będziemy żyć długo i szczęśliwie? – Spojrzała na mnie swoimi cudnymi oczami. Byłem nimi oczarowany. Takie śliczne. Moje…
- Będziemy żyć długo i szczęśliwie – złożyłem na jej ustach jeszcze jeden delikatny pocałunek, aby przypieczętować naszą obietnicę.
Teraz mogliśmy bez przeszkód wrócić do domu i zacząć ostateczne przygotowania na powitanie nowej, lepszej przyszłości u swojego boku.

blog_ks_3023961_6120369_tr_gjj.jpg


I jak wam się podoba epilog z punktu widzenia Louisa?? Hahaha musiałam nieźle ocenzurować jego myśli, jeśli wiecie o co mi chodzi xd
Chciałam też po raz ostatni pokazać, że nawet jako przyszła królowa Rose jest jak dziecko. No ale trzeba było dać się dziewczynie pofochać, póki jeszcze mogła :) (w epilogu Rose ma już 20 lat (Louis to stary pryk... 26 lat ma chłopina))
Tak więc, jest to definitywny koniec Princess. Mam nadzieję, że moje następne małe dzieła będą mile przywitane, jak w przypadku Princess :)
Chciałabym gorąco podziękować wszystkim, którzy wytrwali aż do tego momentu, a w szczególności Lisie Angels. Twoje rady naprawdę mi pomagają. Trudno jest samemu dostrzec pewne błędy, więc bardzo się cieszę, że czyta mnie ktoś taki, jak ty :*

Teraz wam powiem, że miałam sen... W tym śnie był mega-bosko-cudnie-zajebiście przystojny książę ^^ Zostałam chamsko obudzona, więc nie znam końca mojej historii z tym pięknym człowiekiem, ale może sama go dopiszę? Co wy na to? Przystojny książę i biedna dzieweczka?? (w moim śnie byłam plebsem... Nawet obraziłam sobowtóra królowej Mirandy xd) Oczywiście mam zamiar oprócz wątku miłosnego dodać jakąś intrygę i skupić się nad innymi relacjami między bohaterami (trzeba się rozwijać xd) Praca nad fabułą w toku... Pytanie czy chcecie zostać zalani kolejnym pałacem i romansem?? (Ale daleko do tego heheh)

Dobra, już was nie zamęczam, Robaczki ^^ Jeszcze raz dziękuję, że wytrwaliście aż do końca tej historii i będzie mi niezwykle miło, jeśli kiedyś wam się przypomni i powiecie, że to był dobry cukier xd
Pozdrawiam, Sayori :*

  •  
  • Pozostało 1000 znaków
  •  
     
    Och, ja chcę, uwielbiam te klimaty :D Cieszę się, że chcesz się rozwijać i postaram się zawsze pomóc jak tylko mogę, sama znam wartość takiej pomocy, więc zawsze jestem do usług :D Luis naprawdę był słodki i mimo wszystko czułam, że wycięłaś niektóre jego myśli niczym rasowy edytor trudniący się cenzurą :D Zaskoczyłaś mnie tym, że Rose nie uciekła, ale się jej nie dziwię, nerwy potrafią obudzić w człowieku nawet skrajne emocje. Żegnam się z Princess z wielkim sentymentem, a już zacieram rączki na nowe opowiadanie, pełne pikantnego romansu i intryg. Już nie mogę się doczekać :D