• Wpisów: 64
  • Średnio co: 22 dni
  • Ostatni wpis: 220 dni temu, 00:58
  • Licznik odwiedzin: 9 949 / 1476 dni
 
sayorinekomori
 
Serce na moment stanęło ci w piersiach, aby zaraz potem wznowić pracę z trzykrotną siłą prawie roztrzaskując twoje żebra. Z twoich ust wydobył się cichutki jęk. Stałaś w miejscu i wpatrywałaś się w swojego ukochanego.
Lord Lucas ciągle wystawiał dłoń w twoim kierunku. Na jego idealnej twarzy widać było lekkie zirytowanie zaistniałą sytuacją, ale usta cały czas były rozciągnięte w pięknym uśmiechu. Odchrząknął dwa razy, aby zwrócić twoją uwagę, ale nic sobie z tego nie zrobiłaś. Minęłaś go tylko wprawiając wszystkich w osłupienie. Za kogo ty się miałaś, aby tak potraktować lorda Lucasa?
Łzy spływały po twoich policzkach i nie miały zamiaru przestać. Paliły cię, jak ogień jednak nic z tym nie mogłaś zrobić. Mogłaś tylko pozwolić im na opuszczenie twoich oczu.
Przylgnęłaś dłońmi do płótna, w którym uwięziona była dusza twojego kochanka.
   - Timi – jęknęłaś żałośnie. Zdawałaś sobie doskonale sprawę, że dziesiątki par oczu spoglądają na ciebie z szokiem i nienawiścią, że w tej właśnie chwili ostatecznie zawiodłaś swoich rodziców. Nie było już dla ciebie ratunku, ale świadomość tego nie była wcale taka straszna, jak na początku ci się wydawało. W końcu to była twoja decyzja, więc nie ma, co przejmować się opinią tych bezwartościowych ludzi.
- Timi – szepnęłaś jeszcze raz. Wtedy on przerwał swoją pracę i spojrzał na ciebie wzrokiem pełnym ciepła i miłości. Tak bardzo za tym tęskniłaś. Za nim. – Przepraszam – powiedziałaś. Ten tylko się uśmiechnął i rzekł coś, ale nie byłaś wstanie tego usłyszeć. Mogłaś jedynie czytać z ruchu jego warg.
„Kocham cię”
To właśnie powiedział.
- Kocham cię – odpowiedziałaś niezmiernie szczęśliwa, że mimo tego, co się stało, on nadal żywi do ciebie tak głębokie uczucie.
Prychnięcie rozległo się po całej sali. W oczach arystokracji byliście tylko marnym spektaklem amatorów. Nie warci choćby grosza z ich przepełnionych sakiewek.
- Chodź do mnie – usłyszałaś głos Lucasa. Była to prośba, ale w jego tonie można było dosłyszeć tą nutkę zirytowania. Tak pięknie ozdobiony rozkaz. Nie zwróciłaś na niego najmniejszej uwagi i dalej wpatrywałaś się w piękne oczy twojego ukochanego.
Timi sięgnął do kieszeni, umiejscowionej na podbrzuszu, swojego brudnego fartucha. Wyjął z niej małą błyskotkę, którą okazał się pierścionek z cienkiego drucika i małego koralika w kolorze twoich oczu. Podszedł do ciebie i przyłożył dłoń do twojej. Nie czułaś dotyku jego skóry, ale zamiast tego poczułaś, jak metal przesuwa się wzdłuż twojego palca. W miejscu gdzie powinien teraz się znajdować drogi kamień spoczywał ten mały koralik i drucik. Łzy płynęły po twoich bladych policzkach, ale tym razem smutek i żal zostały zastąpione płynnym szczęściem. Byłaś jego. Należałaś do niego ciałem, sercem, duszą. Ten mały pierścionek był waszą więzią. Połączeniem między dwoma światami. Przysięgą, że kiedyś oboje spotkacie się w jednym miejscu.
Dłoń Timi’ego ciągle spoczywała w tym samym miejscu. Znałaś jego dotyk na pamięć, więc nie było ci trudno wyobrazić sobie, że czujesz ciepło tych dużych, zniszczonych przez pracę dłoni. Patrzyliście sobie w oczy. W jego ciemnych tęczówkach widziałaś te wesołe iskierki, które wesoło podskakiwały za każdym razem, gdy na ciebie patrzył. Byłaś jego światem i doskonale zdawałaś sobie z tego sprawę. Wiedziałaś również, że on był twoim. To zabawne, że jeden, prawie nic nieznaczący, moment w życiu sprawia, że w szarej rzeczywistości ktoś otwiera ci drzwi do zupełnie innego świata, w którym czujesz się po prostu szczęśliwa. Jedyną zapłatą za przekroczenie tego progu było uczucie, którym obdarzysz odźwiernego.
Zatracona w swoim własnym świecie straciłaś czujność i nawet nie zdążyłaś zareagować, gdy gwardzista odciągnął cię od obrazu. Zanim zdałaś sobie sprawę z tego, co się dzieje lord Lucas już wbił ostrze zdobionego sztyletu w płótno i przejechał po nim. Brzeszczot był tak ostry, że nie było z tym żadnego problemu. Perfekcja.
Z twoich ust wydobył się przeraźliwy krzyk. Taki sam, jak tego dnia. Po raz drugi widziałaś, jak twój ukochany ginie. Tym razem już nieodwracalnie. Trzymana przez gwardzistę obserwowałaś.
Timi spojrzał na swój przecięty brzuch, na sekundę zajrzał ci w oczy i rozsypał się. Pył – jego dusza – uwolniona spod zaklęcia wydostała się z obrazu i uleciała wraz z przeciągiem.
Drżałaś. Twoje nogi były jak z waty. Nie potrafiły utrzymać cię w pionie. Osunęłaś się na kolana i żałośnie szlochałaś chowając twarz w dłoniach.
- Nienawidzę cię – szepnęłaś patrząc na Lucasa przez palce. – Twoja dusza na wieki będzie potępiona! Po śmierci będziesz smażył się w ogniach piekielnych! Diabeł! Szatan! – Krzyczałaś pochłonięta przez agonię. Instynktownie chwyciłaś za krzyż wiszący u twojej szyi i zaczęłaś się modlić. Jeszcze nigdy twoja modlitwa nie była tak żarliwa, jak dziś.
Zebrani patrzyli na ciebie, jak na chorą psychicznie. Nawet gwardzista się odsunął. Tylko Lucas nie okazywał żadnej ekspresji. Był niczym rzeźba.
Trzepot skrzydeł. Wszyscy, wraz z tobą, zadarli głową, aby ujrzeć, co to jest. Śnieżnobiały gołąb przysiadł na oparciu tronu, który miał należeć do ciebie. Ptak spoglądał na twoją marną postać swoimi czarnymi ślepiami. W sali było słychać tylko jego gruchanie. Kilka osób się przeżegnało, kilka padło na kolana. Wraz z potężnym grzmotem gołąb wzleciał nad ich głowami w kierunku drzwi, które same otworzyły się przed nim.
Pokierowana dziwną siłą ruszyłaś za ptakiem biegiem gubiąc przy tym buty. Gołąb leciał szybko, ale nie na tyle, abyś straciła go z oczu. Żwir osuwał się spod twoich bosych stóp raniąc je przy tym. Ból tu nie miał znaczenia. Ten gołąb doprowadzi cię do Timi’ego. Wiedziałaś to.
Na nosie poczułaś pierwszą kroplę deszczu, a za nią kolejną i kolejną, aż w pewnym momencie byłaś cała przemoczona. Czarna suknia bardzo ci ciążyła, ale nie miałaś czas na pozbycia się przeszkadzających elementów, więc tylko objęłaś sporą ilość muślinu i podciągnęłaś go pod same piersi. Twoje kroki od razu się wydłużyły i przyśpieszyłaś. Oddychałaś ciężko. Powietrze syczało wydobywając się i na nowo wracając do twoich ust przez zaciśnięte zęby.
Wydawałoby się, że wszystko wokół ciebie zatrzymało się. Tylko ty i ten gołąb jesteście w ruchu. Tylko wy macie do tego prawo.
Mokre włosy przyklejały ci się do czoła zakłócając widoczność. Co chwile odgarniałaś je dłonią, jednak jak na złość ciągle wracały na swoje poprzednie miejsce, jakby ktoś rzucił na ciebie urok.
Nie miałaś pojęcia, gdzie biegniesz. Coraz bardziej zagłębiałaś się w ciemny las. Ta nieznana droga miała w sobie coś niezwykłego, przyciągającego, wręcz magicznego. Miałaś wrażenie, że biegniesz tam, gdzie spełniają się cuda.
Byłaś zmęczona. Z każdą kolejną minutą zwalniałaś. Nie mogłaś złapać oddechu. Gardło zaciskało się uniemożliwiając ci wdychanie życiodajnego tlenu, przez co z twoich ust wydobywało się coś co przypominało skomlenie. Jednak nie zatrzymywałaś się. Nie mogłaś. Twoje nogi jakby same prowadziły cię dalej w głąb lasu. Zanim się zorientowałaś znalazłaś się na małej plaży nad jeziorem. Nad wodą unosiła się gęsta mgła, ale zdołałaś ujrzeć białą drewnianą altankę na środku zbiornika. Wydawała się unosić nad parą.
Gołąb przysiadł na daszku altanki i skubał sobie próra. Dyszałaś, a pot spływający po twojej odkrytej skórze mieszał się z deszczem. Zrobiłaś krok w stronę wody i weszłaś do niej. Była przeraźliwie zimna, ale to cię nie powstrzymywało. Jezioro było głębokie, a suknia dodatkowo utrudniała ci płynięcie. Nie miałaś pojęcia skąd brałaś tą całą siłę. Może to sprawa boska, może jakieś zaklęcie, a może ona zawsze w tobie była. Tyle niewiadomych, ale czułaś, że odpowiedź znajdziesz w tej altance.
Gdy wreszcie dopłynęłaś do małego zabudowania odkryłaś, że unosi nad wodą. Podtrzymywana przez grube pale ośmiokątna altanka była całkiem dobrze utrzymana i, co najważniejsze, stabilna. Wdrapałaś się na posadzkę i próbowałaś ustabilizować swój oddech. Gdy już ci się to udało podniosłaś się do pionu i zaczęłaś się rozglądać. Otaczała cię mgła. Nie widziałaś ani gruntu, ani koron drzew. Wszystko było, jakby za zasłoną. Czułaś się trochę jak aktorka, która stoi za kurtyną i czeka na swój debiut.
- Timi? – Zapytałaś czując jego obecność.
Chwyciłaś za swój krzyż, który wydał ci się dziwnie gorący.
„Jakie jest twoje życzenie?”
Usłyszałaś nieznany ci głos. To jakaś zjawa? Morskie nimfy? Bóg? Może mgła?
Kilka kropel deszczu skapnęło ci na głowę, przez małą dziurę w daszku.
„Jakie jest twoje życzenie?”
Pytanie się powtórzyło. Wzięłaś głęboki oddech, zacisnęłaś zmarznięte palce na krzyżu i przycisnęłaś go do serca.
- Chcę być z Timi’m już na zawsze – odpowiedziałaś drżącym głosem.
„Jesteś pewna, iż to jest twoje życzenie?”
Przełknęłaś ślinę i wzięłaś głęboki oddech.
- Chcę być z Timi’m już na zawsze – powtórzyłaś pewnym i donośnym głosem. Echo twoich słów rozniosło się po całym jeziorze.
„Ale on nie żyje”
Czy ta „zjawa” się z ciebie nabija? Nie wyłapałaś drwiny, ale w tym świecie niczego nie można być pewnym. Mimo to wierzyłaś, że twoje życzenie zostanie spełnione. Czy to w ogóle miało sens?
- Byłam świadkiem jego śmierci. Widziałam też, jak jego dusza ucieka z obrazu. Teraz jest wolny i ja też chcę być wolna. Razem z nim – mówiłaś pewnie. Twój głos nie drżał, nie słychać w nim było żadnego zawahania. Byłaś w pełni świadoma wypowiadanych przez ciebie słów.
„Twoja miłość jest tak głęboka, że pragniesz stracić to, co powinno być najważniejsze?”
- Nic nie jest ważniejsze od niego – łzy spłynęła po twoich policzkach. Nawet nie drgnęłaś, aby je zetrzeć. Byłaś z nich dumna. Byłaś dumna z każdej łzy, która wypłynęła dla niego.
„Nie będzie odwrotu”
- Jestem tego w pełni świadoma.
„Twoje serce jest szczere, a twoje łzy czyste. Miłość głęboka, a słowa prawdziwe. Twe życzenie zostanie spełnione. Ceną jest twoje życie. Patrząc w zachodzące słońce zaciśnij krzyż i wykrzycz swe pragnienia. Woda pochłonie twe ciało, a dusza zazna spokoju”
Po tych słowach deszcz przestał padać, a mgła rozstąpiła się przed słońcem, które już chowało się za horyzontem. Spojrzałaś na ognistą kulę starając się nie mrużyć oczu. Zacisnęłaś krzyż jeszcze mocniej i wzięłaś głęboki oddech.
- Pragnę być z Timi’m już na zawsze! Na wieki! Amen! – Wrzasnęłaś. Twój krzyk zabrał wiatr roznosząc echo tych proroczych słów po całym świecie. Wszyscy ci, którzy je usłyszeli odwrócili głowę na zachód. Na moment wszystko zamarło w oczekiwaniu…
Krzyż zaczął cię palić niczym ogień. Nagle podmuch wiatru uderzył w twoje ciało, przez co straciłaś równowagę. Poczułaś ból w klatce piersiowej. Jakby rozrywano ci serce. Z miejsca, w którym przyciskałaś krzyż, wydobywała się stróżka światła, która stawała się coraz jaśniejsza i większa, jakby starała się przyćmić samo słońce.
Cisza.
Zero bólu.
Zero myśli.
Martwe ciało wpadło do wody powoli opadając na same dno, które od teraz będzie twoim grobem. Stoisz teraz w altance i patrzysz, jak znikasz w czeluściach jeziora. Co się stało?
Patrzysz na swoje dłonie. Są półprzeźroczyste. Widzisz ich zarys i deski podłogi pod nimi.
- Czekałem na ciebie – usłyszałaś za sobą ten aksamitny głos, który zawsze wprawiał cię w drżenie i wywoływał spokój. Odwróciłaś się i rzuciłaś na stojącego za tobą chłopaka. Płakaliście trwając w szczelnym uścisku. Ile czasu tak staliście? Co za różnica? W końcu przed wami cała wieczność.


w deszczu.jpg


No i się udało ^^ Powiem wam, że ten motyw z gołębiem był na poczekaniu ;p Taki znak boży, wiecie ;P
Oczywiście część druga również jest dedykowana Paulinie (nie zawiodłam cię, prawda??)
Art, który widzicie powyżej, jak i "Tourner Dans Le Vide" były inspiracją całego two-shota ^^ mam w zanadrzu jeszcze wiele małych opowiadanek na podstawie piosenek, więc ich wyczekujcie...
Prędzej ich niż Princess, jak podejrzewam... Gomen!!
Dobrze, a teraz mykam, bo jutro trzeba wstać o 6 ;)
Do następnego robaczki :*

  •  
  • Pozostało 1000 znaków