Wpisy użytkownika Sayori Nekomori z dnia 16 sierpnia 2016

Liczba wpisów: 1

sayorinekomori
 


Poznałam kiedyś anioła… Był piękny.
Jasna cera, włosy barwy ciemnej czekolady, naturalnie jaśniejące przy końcówkach i oczy… Te oczy, które potrafiły zmieniać barwę z zieleni w brąz, z brązu w czerń, z czerni na żółte, kocie oczy.
Gdy się uśmiechał, robiło mi się ciepło na duszy. Gdy się śmiał od razu chciałam śmiać się razem z nim, nieważne jak beznadziejne było moje życie w tamtej chwili. Ten dźwięk był kojący.
Gdy nadchodził błyszczał. Otaczała go jasna poświata, która czasem zmuszała mnie do przymrużenia oczu. Taka jasna, taka czysta, taka nieskalana.
Jego śnieżnobiałe skrzydła delikatnie podskakiwały przy każdym ruchu. W niektórych miejscach były pozbawione piór, bo ludzie, którym zaufał, pozbawili go ich. Wyrwali je zadając mu ból. One nie odrosną. Zostały tylko puste miejsca, blizny.
Jest silny, znosi te wszystkie przykrości, jakie go spotkały, ale jest jednocześnie taki kruchy. Jakby był z porcelany.

Poznałam kiedyś anioła… Był stróżem.
Gdy płakałam delikatnie ścierał mi z policzków łzy, mówiąc, że wszystko będzie dobrze, że mnie nie opuści.
Gdy było mi smutno obejmował mnie i czule głaskał po głowie, od czasu do czasu całując jej czubek lub skroń. Czułam się wtedy tak bezpiecznie.
Często również okrywał nas swoimi skrzydłami, aby mnie ogrzać. Gdy łaskotały mnie jego piórka kręciłam nosem, na co tylko się śmiał. Wtedy i ja zaczynałam się śmiać, a wszystko, co złe nagle ulatywało, jak drobny pyłek strącony z rękawa bluzy.
Zanim coś zrobiłam pytałam go, czy postępuję słusznie. Zależało mi na jego opinii. Doradzał mi, ostrzegał przed fałszem i dwulicowością - największymi plagami tego świata. Wiedziałam, że dopóki on był przy mnie i chronił przed dopuszczeniem ich do siebie - byłam zwycięzcą.

Poznałam kiedyś anioła… Zawiodłam go.
Zrobiłam coś niewybaczalnego. Coś, co jest sprzeczne z jego zasadami. Z moimi. Zawiodłam go. Wiem o tym. Wszystko, na co do tej pory oboje pracowaliśmy roztrzaskało się w drobny mak. Ufał mi. Obiecałam go wspierać, tak jak on mnie. Mówiłam, że zawsze będę, gdyby mnie potrzebował, że ma we mnie wsparcie, a ja co? Zniszczyłam tego biednego aniołka. Wyrwałam mu skrzydła! Trzymam je teraz w swoich plugawych dłoniach i rozpaczam nad swoją głupotą. Jedna chwila. Chwila zapomnienia. Desperacja. Nie myślałam o nim w tamtej chwili.
Tak bardzo żałuję! Chciałabym cofnąć czas, ale to niemożliwe. To się stało. Tak po prostu. I on odszedł… Widzę go, ale on na mnie nie patrzy. Wołam go, ale on mnie nie słucha. Podchodzę do niego, ale on ucieka…
Tak bardzo chcę go przeprosić, błagać o wybaczenie. Wiem, że na to nie zasługuję. Brzydzi się mną. Sama się brzydzę… Przegrałam… Przegrałam walkę z pokusą…

Znałam kiedyś anioła…

b3.pinger.pl/(…)angel.jpg…

Witajcie :) Jak widać, to nie jest kolejny rozdział "Nie zapomnij"... To jest coś bardziej osobistego... Nie będę pisać o tym co się stało, bo rzecz jasna, ten blog nie jest przeznaczony do tego. Jedyne co wam mogę powiedzieć, to to, że przyjaźń jest jedną z najważniejszych rzeczy w życiu człowieka. Nie trzeba mieć wielu przyjaciół, wystarczy choćby jedna osoba, która będzie. Po prostu i naprawdę. Czasem, tylko przyjaciele nam pozostają, więc dbajmy o nich. Starajmy się robić wszystko, aby się na nas nigdy nie zawiedli. A jak już wydarzy się coś takiego to walczmy, nawet jeśli szanse są marne...