Wpisy użytkownika Sayori Nekomori z dnia 23 czerwca 2016

Liczba wpisów: 1

sayorinekomori
 
Naszyjnik, który dostała od Haydena, nawet po dziesięciu latach, zdobił jej szyję i niegdyś był niczym pieczęć uwierzytelniająca złożoną niegdyś obietnicę. Teraz przywieszka przestała być przysięgą, została talizmanem, przypominającym jej o tym dniu i jego słowach.
Niestety obecność tego naszyjnika w domu rodziny Druitt mogły sprowadzić niemałe kłopoty. W końcu to pamiątka rodzinna przekazywana z pokolenia na pokolenie każdej przyszłej władczyni Brimy, zamiast pierścionka zaręczynowego. Mając ten naszyjnik można by było insynuować, że Lorina bezkarnie go sobie przywłaszczyła bezczeszcząc go. W końcu wszystko, co posiada wizerunek herbu państwa jest uważane za świętość. Naszyjnik musiał pozostać tajemnicą.
Z każdym kolejnym rokiem wątpliwości i okrutna rzeczywistość dawały się we znaki. Na samym początku obietnica była czymś, czym ta mała dziewczynka żyła. Starała się robić wszystko, aby w przyszłości być godną stania u boku kogoś takiego, jak Hayden. To było jej marzenie i wtedy była pewna, że się spełni i nie chciała przyjąć do wiadomości, że mogłoby być inaczej. Obecnie Lorina wiedziała, że on nie jest w stanie dotrzymać danego słowa. Starała się sobie wmówić, że da rade, że po nią wróci, jednak prawda była jedna. Robiła to, aby się nie załamać, w końcu tyle lat żyła wierząc, że tak się zakończy jej historia.



Wbiegła do domu cała w skowronkach i zamknęła się w pokoju całkowicie ignorując zdziwione spojrzenia domowników. Położyła się na łóżku i uniosła ręce do góry wpatrując się przez dłuższą chwilę w kopertę z jej nazwiskiem. Nie miała żadnych wątpliwości, że to potwierdzenie jej przyjęcia. Była pierwsza na liście i pochodziła z typowo wiejskiej rodziny, gdzie prace domowe są dla niej chlebem powszednim. To nie miało prawa się nie udać.
Przejechała dwoma palcami po czerwonej pieczęci na kopercie wyczuwając każdy szczegół opuszkami. Taki sam symbol ciążył jej na sercu. Herb rodziny królewskiej.
Dosyć już czekania, pomyślała. Złamała pieczęć, wyjęła z koperty list i powoli rozłożyła papier. Pierwsze zdanie jej wystarczyło, aby łzy szczęścia spłynęły jej po policzkach.

„Z przyjemnością informujemy, że panna Lorina Druitt z Rosy w Forście została przyjęta do oddziału służby Jej Królewskiej Mości na stanowisko pokojówki”

Czuła się, jakby śniła. Całe jej ciało ogarnęła ogromna euforia. Przycisnęła papier do serca i zaśmiała się wierzgając nogami niczym małe dziecko.
Mimo swojej dziecinnej reakcji doskonale wiedziała, że jeszcze przed nią długa droga. Złożyła podanie o pracę w królewskim zamku tylko po to, aby pracować, aby wspomóc rodzinę finansowo. Zeszłoroczna zima przyniosła ze sobą wiele nieszczęść, a tegoroczne susze zapowiadały wyjątkowo słaby plon. Praca była jej głównym priorytetem. Spotkanie Haydena było zupełnie inną kwestią. Przecież mógł ją rozpoznać, a może nie i zapomniał o niej, może się nawet nie spotkają osobiście przez ich obowiązki. Wszystko może się wydarzyć, czyż nie?



Noc była wyjątkowo chłodna, ale i bezchmurna, dzięki czemu pełnia mogła się jeszcze lepiej prezentować i bezproblemowo wskazać drogę wędrowcom.
Lorina szczelniej okryła się kożuchem i razem z czwórką pozostałych „przyjętych” wsiadła do powozu, który miał ich zawieść do stolicy Brimy, do królewskiego zamku. Czekała ich długa podróż, więc bez zbędnych formalności postanowili przynajmniej początkową część przespać.
Mimo swojego zmęczenia Lorina nie mogła zasnąć. Gdy tylko zamykała oczy widziała swoją rodzinę. Nienawidziła pożegnań. Zawsze się obawiała, że gdy tylko ujrzy pierwsze łzy rodzicielki zrezygnuje ze swoim zamierzeń i zostanie w domu, aby tylko ta przestała płakać. Nawet tym razem, przed samym wyjściem z domu, zawahała się. Nieświadomie zacisnęła pięści przypominając sobie tą scenę. To było trudne. Opuszczenie domu, wioski, z której się praktycznie nie wychodziło. Jednak to była jej własna, dobrze przemyślana decyzja. Nie chciała się poddawać przez sentymenty. Przecież tu nie chodziło tylko o nią.
W głębi duszy jednak czuła się podle, bo pewna jej część myślała tylko o Haydenie, o ich ponownym spotkaniu. Mimowolnie analizowała wszystkie możliwe scenariusze. Próbowała się powstrzymać, aby później nie cierpieć. Jednak to było trudne. Tak bardzo chciała, aby jej historia skończyła się szczęśliwie, przed ślubnym kobiercem.
Westchnęła przypominając sobie słowa swojego dziadka. Stary Ebro często gadał od rzeczy, ale w tym wypadku trafił w samo sedno.
„-Spełnienie marzeń to piękne uczucie, ale trzeba pamiętać, aby poczekać do odpowiedniej chwili na radość z niego. To jakby cieszyć się ze zwycięstwa wyścigu, kiedy jest się jeszcze daleko przed metą.”
Lorina nie potrafiła powstrzymać niewinnego uśmieszku, który wkradał się na jej usta. Do mety rzeczywiście było dosyć daleko.



Po kilku godzinach podróży, wszyscy w miarę wyspani, zaczęli żywo rozmawiać. Były to całkiem błahe tematy, na przykład rodzina czy przyszła praca. Lorina odpowiadała na pytania i włączała się do dyskusji, tylko, gdy było to konieczne. Nie miała ochoty na „ploteczki”, ale nie chciała wyjść też na niekulturalną. Tak nie wypadało damie, nawet urodzonej w chłopskiej rodzinie.
Oparła głowę o ściankę powozu i zamknęła na chwilę oczy, które nieprzyjemnie zapiekły. Odczekała chwilę, aż dyskomfort minie, po czym ponownie uchyliła powieki. Minęła dłuższa chwila, nim znów ujrzała kontury nowych znajomych w ciemności. Przysłuchując się, jak rozmawiają o jakimś pałacowym gwardziście miętosiła swoją lnianą sukienkę i co jakiś czas stukała trzewikami o drewnianą podłogę powozu. Robiła to mimowolnie. Nigdy nie lubiła podróży. Chciała już być na miejscu i zająć się czymś pożytecznym.
"Chcę go wreszcie zobaczyć".
Ta myśl ciągle pojawiała się w jej głowie, choć starała się ją stłumić.



Nawet nie zauważyła, kiedy ponownie zasnęła. Obudziło ją dopiero lekkie szturchanie w ramię. Gwałtownie otworzyła oczy i ujrzała nad sobą rudą głowę, która posyłała jej promienny uśmiech. O ile dobrze pamiętała była to Tiffany, również przyszła pokojówka.
- Wstawiaj śpiochu. Jesteśmy na miejscu – oznajmiła wesoło wycofując się z powozu.
Lorina pokręciła głową i lekko przetarła oczy, aby całkowicie się dobudzić.
- Tak, tak. Już – powiedziała i wyszła z dorożki. Gdy tylko postawiła swoje stopy na kamiennej posadzce woźnica oddał jej bagaż, który stanowiła stara podniszczona walizka z metalowymi obiciami na rogach, na których było już widać rdzę. Przy samej rączce przymocowana była mała miedziana tabliczka z wygrawerowanym jej nazwiskiem. Podziękowała mężczyźnie z podwiniętym w górę siwym wąsem i razem z rudowłosą podeszły do już sporej grupy osób.
Wszyscy byli w miarę cicho i bynajmniej nie chodziło tu o wczesną porę. Prawdopodobnie było to wywołane stresem przed ich nową pracą. Lorina słyszała wiele plotek, głównie od ludzi, z którymi tu przybyła, o niejakiej lady Gertrude. To najważniejsza ze wszystkich pokojówek oraz kobieta o surowych zasadach i twardej ręce. Być może właśnie ona wzbudzała ten lęk, ale Lorina wolała się upewnić niż wyrabiać sobie zdanie na podstawie plotek.
Blondynka z zafascynowaniem rozglądała się po otaczającej ją przestrzeni. Cały plac obłożony był jasnym kamiennym brukiem. Na samym środku placu z ciemnego kamienia utworzony był herb Brimy. Lorina mimowolnie włożyła dłoń za pazuchę i próbowała wyczuć pod materiałem sukni naszyjnik. Westchnęła z ulgą, gdy między palcami, razem z krzyżykiem, pojawiła się czworokątna przywieszka. Dyskretnie rozejrzała się między towarzyszami, czy jej zachowanie nie wywołało jakiegokolwiek zdziwienia. Na szczęście nikt nie zwrócił na nią większej uwagi.
Plac otoczony był z trzech stron budynkami. Z lewej strony znajdowały się magazyny z żywnością, z prawej królewskie kurniki, wejście do obory i stajni, a centralną częścią, pod którą wszyscy się zebrali, był faktyczny zamek.
Lorina stała blisko drzwi do kuchni, przez co mogła poczuć aromatyczny zapach świeżo upieczonego pieczywa. Dziewczyna dopiero uświadomiła sobie, jaka jest głodna. Wyjęła z wewnętrznej kieszeni kożucha kawałek białego chleba, który zabrała ze sobą na podróż. Odrywała od niego małe fragmenty i wsuwała je sobie do ust.
Gdy tylko skończyła jeść, drzwi od kuchni gwałtownie się otworzyły, o mało nie uderzając dziewcząt stojących zbyt blisko, w tym i Loriny. Nastała grobowa cisza przerywana jedynie ćwierkaniem ptaków i pianiem kogutów. Osoba, która wywołała taki stan, to nie kto inny, jak lady Gertrude, dumnie stojąca w obecności kilku innych kobiet i mężczyzn. Na pierwszy rzut oka było widać, że to ona tu dowodziła. Lorina przyjrzała się jej uważnie. Szczupła, wysoka kobieta, blisko pięćdziesiątki z już siwymi włosami ciasno upiętymi w idealny kok. Jej oczy, lustrujące całe otoczenie, były w odcieniu płynnej stali. Zimne i przyprawiające o ciarki. Ubrana była w czarną suknię z okrągłym dekoltem, spod którego wystawa biała koszula zapięta prawie pod samym podbródkiem. Na piersiach widniała duża złota broszka z wielkim malachitowym kamieniem. Takie same błyskotki znajdowały się w uszach kobiety. Lorina jednak bardziej skupiła wzrok na przedmiocie znajdującym się w pomarszczonych dłoniach. Był to mały bacik podobny do tego, którego używają jockeye do poganiania swoich koni. Na jego widok Lorina głośno przełknęła ślinę.
Po co jej to? Zapytała się w myślach.
Kobieta zmrużyła oczy, przez co uwydatniły jej się zmarszczki na czole, które dodawały jej jeszcze straszniejszego wyglądu. Srogim wzrokiem przejechała po wszystkich zebranych. Lorina kątem oka zauważyła, jak niedawno uśmiechająca się Tiffany zbladła.
- Gratuluję wszystkim, którzy przeszli przez rekrutację – zaczęła mówić donośnym głosem pozbawionym wszelkich uczuć. – Mam nadzieję, że nas nie zawiedziecie. Oczekujemy od was szacunku, dyscypliny oraz nienagannych manierach – na każde wypowiedziane słowo kładka mocny nacisk, co powodowało nieprzyjemne dreszcze na ciele Loriny, jak i pozostałych. – Przez te dwa dni nauczycie się podstaw pracy w królewskim domu, a od poniedziałku zaczniecie prawdziwą pracę. Oczywiście rozumiemy, że na początku będziecie popełniać błędy, jednak każda niesubordynacja będzie surowo karana. Bez żadnych wyjątków. Rozumiemy się? – Zapytała unosząc brwi i uderzając lekko końcówką bacika o otwartą lewą dłoń. Blondynka wzdrygnęła się na ten dźwięk. Nie chciałaby poczuć tego na własnych plecach czy dłoniach.
- Tak jest! – Odpowiedzieli wszyscy chórem, na co kąciki ust lady Gertrude uniosły się w triumfalnym uśmiechu.
- Doskonale – odparła, choć brzmiało to, jakby mówiła bardziej do siebie niż do nich. – Żeby nie było żadnych wątpliwości nazywam się Gertrude Howard. Jestem główną pokojówką jej królewskiej mości Margaret, a także nadzoruję pracę pozostałych pokojówek. Bagaże zostawcie tutaj – szybko przeszła do następnej sprawy, sądząc, że tyle informacji o jej osobie to, aż nadto. - Jeżeli są podpisane zostaną zaniesione do przydzielonych wam wcześniej pokoi. Jeżeli nie, to znajdziecie je przed schodami. A teraz proszę, aby wszystkie osoby, które zostały przyjęte na stanowisko pokojówki poszły za mną. Reszta zostaje tutaj, słucha i dostosowuje się do dalszych instrukcji – odwróciła się i z powrotem weszła do budynku.
Lorina, jak i dziesięć pozostałych dziewcząt odstawiły swoje bagaże pod ścianę i ruszyły za lady Gertrude. Kobieta zerknęła tylko za siebie, aby sprawdzić czy wszystkie idą za nią. Prychnęła, gdy ujrzała te przestraszone istotki, które garbiąc się nie pokazywały ani krzty gracji. Tylko kilka dziewcząt szło wyprostowanych, między innymi Lorina.
- Gracja, posłuszeństwo, punktualność, pracowitość… To tylko jedne z wielu cech, które musi posiadać dobra pokojówka - zaczęła prawdopodobnie wyuczony na pamięć monolog. – Oczywiście na początku będziecie popełniać błędy, ale jeżeli sytuacja się nie poprawi zostaniecie odesłane.
Lorina miała wrażenie, że już od samego początku lady Gertrude tylko czekała, jak któraś z dziewcząt nie wytrzyma tego napięcia, które sama calowo wprowadziła.
- I zanim zapytacie – w głosie kobiety można było usłyszeć rozbawienie. – Nie ma możliwości zmiany stanowiska. Tylko nieliczne przypadki tego dokonały, ale moim zdaniem ci, którzy nie mogą sprostać zadaniom, które zostały im powierzone, nie są jeszcze gotowi na dorosłe życie, z dala od piersi matki.
Odpowiedziała jej cisza przerywana stukotem butów o marmurową posadzkę.



Była sobota, dochodziła godzina siódma. Lady Gertrude korzystając z tego, że w zamku tylko służba była na nogach, oprowadziła swoje nowe podwładne prawie po całym zamku tłumacząc, co gdzie się znajduje i gdzie nie mają prawa wchodzić bez wyraźnego pozwolenia. W między czasie mówiła, co nieco o zachowaniu, pracach, jakie je czekają, harmonogramie i o czymś, co szczególnie zainteresowało Lorinę, choć to nie znaczy, że powinno.
- Królowa Margaret ma do dyspozycji cztery pokojówki. Pomagają w różnych codziennych czynnościach oraz niekiedy pełnią funkcję towarzystwa Jej Królewskiej Mości. Jednak tylko najlepsze mogą dostąpić tego zaszczytu – powiedziała to tonem, który wręcz krzyczał, że takie młódki, jak one nie mają szans na tak wysokie stanowisko. - Ma również jednego lokaja, jednak jest on również majordomusem całej posiadłości. Książę Elec ma do dyspozycji dwóch lokai i dwie pokojówki, które dbają o czystość w jego komnatach. Natomiast książę Hayden, następca tronu – na samo wspomnienie o brunecie serce Loriny zaczęło bić szybciej. – Posiada jednego lokaja i jedną pokojówkę. Jednak, nie wiedząc czemu, to ona ma więcej obowiązków niż lokaj. Doprawdy – prychnęła, a Lorina mogłaby przysiąc, że kobieta przewróciła oczami.
Lady Gertrude zaczęła opowiadać o obowiązkach tzw. prywatnych pokojówek, a dziewczyna starała się odgonić wszelkie myśli o księciu Haydenie. W końcu przyjechała tu głównie po to, aby pracować i na tym chciała się najbardziej skupić. Wiedziała, że przed nią jeszcze wiele pracy i nie mogła pozwolić sobie, na jakiekolwiek błędy. Nie, gdy wyścig dopiero się rozpoczął.

jy469_blonde-hair-animes-anime-30920322-500-632_large.jpg


Witajcie, Robaczki :* Jak widać nadal jestem wśród żywych, choć było blisko ;) Prawie zabiła mnie historia xd Jutro zakończenie roku, ale to nie znaczy, że moja nauka dobiegła końca i mogę sobie pozwolić na nic-nie-robienie :) O nieee... czeka mnie robienie notatek z historii i WOS-u oraz czytanie dzieł literackich, tj. "Lalka", "Zbrodnia i kara", "Faust", "Cierpienie młodego Wertera" i wiele wiele innych (niekoniecznie z własnej woli :')) i jeszcze trzeba znaleźć czas na przygotowywanie się do Animatsuri (ktoś coś??), chociażby wychodzenie z domu i pisanie swoich opowiadań :') Dwa miesiące to stanowczo za mało.
Ale koniec mojego marudzenia, bo wróciłam ze świata półżywych, a ględzę wam o głupotach ^^
Tak więc oto pierwszy rozdział "Nie zapomnij". Boże ile z tym problemów było... Usiadłam i piszę... ale nie mogę. Blokada mnie dopadła i myśli, że to rozwalę, że zmarnuję potencjał tego opowiadania i wiele innych myśli, ale się spięłam i poprawiając go setki razy skończyłam i oto jest :D Oczywiście na początku będzie smętnie i nic nie będzie się dziać, ale to się z biegiem czasu zmieni :) Miejmy nadzieję, że was nie zawiodę ^^
Może umówmy się tak, że jeśli wyłapiecie jakieś bardzo rażące błędy, coś jest niepotrzebne lub czegoś nie dopowiedziałam i nie był to cel zamierzony to napiszecie mi do na priv, a ja postaram się to zmienić :) Chcę, aby NZ było czymś więcej niż zapchaj-dziurą na letni wieczór :)
Oh, ale się rozpisałam :) No więc piszcie, jak się podobało, a jak nie podobało... to też ;)
Do następnego, Robaczki :*
  • awatar Lisa Angels: Ile to minęło czasu od ostatniego rozdziału? Zdecydowanie za dużo. Jestem pod wrażeniem, że Lorina tak długo nie potrafi o nim zapomnieć. Mam przeczucie, że się rozczaruje swoim księciem z bajki. No i fakt posiadania naszyjnika, z pewnością sprawi jej dużo kłopotów. W zamku łatwo być oskarżonym o kradzież. Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział :D
  • awatar gość: Jakbym mogła wiedzieć, z jakiego anime jest ta blondynka? XD
  • awatar Sayori Nekomori: @gość: ojej nie mam pojęcia xd to jest randomowe zdjęcie z internetu :") wydaje mi się, że to zwykły art, ale mogę się mylić
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›