Wpisy użytkownika Sayori Nekomori z dnia 18 sierpnia 2015

Liczba wpisów: 1

sayorinekomori
 
Na samym początku chciałabym Was bardzo przeprosić za moją nieobecność. Nie dość, że muszę czytać Potop, który wysysa ze mnie życie i wszyscy czegoś ode mnie chcą, to jeszcze Wena ma mnie w głębokim poważaniu i nie reaguje, gdy proszę ją, aby wróciła. Wena jest jak "typowa" kobieta, a ja robię za faceta (który za cholerę nie wie o czym ona myśli) w tym związku -,-
Dobrze, ale wracając do spraw bieżących... "W deszczu" jest dwuczęściową historyjką o... AAAA NIE POWIEM ^^ Musicie przeczytać :D

"W deszczu" jest dedykowany dla Pauliny, którą doskonale znacie z bloga zajakiegrzechy.pinger.pl/ :D Poprosiła mnie (miliony lat świetlnych temu) o napisanie czegoś dla niej, a więc proszę bardzo :)
Mam nadzieję, że się spodoba ^^ Zapraszam

---------------------------



Siedziałaś z podciągniętymi pod brodę nogami i patrzyłaś, jak dziedziniec zapełnia się bogato zdobionymi karocami. Z ich wnętrza wyłaniali się ludzie w pięknych i kolorowych strojach. Jeden wspanialszy od drugiego. Wszyscy chcieli udowodnić, że to oni są bogatsi i mają większą władzę, ale nigdy nie powiedzieliby tego na głos. Wewnętrzna niema potyczka między zamożnymi ludźmi ukryta między prawdziwymi powodami przybycia do tego pałacu.
Zaręczyny lorda Lucasa były głównym tematem ostatniego miesiąca. Mężczyźni zastanawiali się, kim jest ta „szczęściara”, jak bardzo jest urodziwa, czy jest godna noszenia jego nazwiska. Natomiast damy, które znały o wiele więcej szczegółów mieszały cię z błotem. Niektóre, nawet te zamężne, wzdychały z zazdrości, gdyż lord Lucas to była naprawdę dobra partia i trzeba by być głupią, aby go nie chcieć. Nawet, jeśli chodziło tylko o podniesienie własnego statusu, on był idealnym kandydatem.
Pogoda idealnie odzwierciedlała nastrój panujący w twoim umyśle. Szare chmury zwiastujące ulewę zasłoniły niebo nie pozwalając słońcu się przedrzeć. Wiatr targał koronami drzew, porywając tym samym liście w ostatnie tango, zanim zostaną zdeptane. Ostatnie chwile szczęścia i wolności.
Nie chciałaś tam iść. Nie chciałaś ich widzieć, słyszeć. Nie chciałaś podawać ręki Lucasowi, aby ten wsunął na twój palec pierścionek z najpiękniejszym kamieniem na świecie. Byłaś postrzegana, jako głupia w oczach tych wszystkich ludzi. Jednak oni nie są lepsi. Nie znają prawdziwego szczęścia, którego nie dają przedmioty materialne. Handlują swoimi wartościami zamieniając je na pieniądze, pałace, kawior… Nie wiedzą, czym jest ciężka praca, a szydzą z tych, którzy własnymi rękoma muszą zapracować na chleb. Tacy ludzi są niczym.
Sama byłaś wychowywana właśnie w taki sposób – na pustą bezwzględną kobietę, która myśli tylko o swoim statusie. Jednak ty chciałaś czegoś więcej. Trzymając swoje prawdziwe „ja” w sercu sprzeciwiłaś się rodzicom i kroczyłaś własnymi ścieżkami. Poznałaś, czym jest czysta miłość. Wierzyłaś, że wszystko będzie dobrze, ale jednak twoje nazwisko i to, co ze sobą niesie dało o sobie znać. Straciłaś go. Czarnoksiężnik, którego miała poślubić odebrał ci miłość.
Timi.
Timi!
TIMI!
Twoja dusza krzyczała. Powoli pogrążając się w chaosie nie wiedziałaś, co robić. To imię i jego właściciel spychali cię w próżnię rozpaczy. Wyrzuty sumienia nie dawały spać, a widok, jak twój kochanek zostaje pozbawiany ciała, a jego dusza zostaje zamknięta w obrazie, pojawiał się za każdym razem, gdy zamykałaś oczy. Wylewając z oczu łzy i ciągnąc się za włosy błagałaś o wybaczenie.
Niechętnie wstałaś z parapetu i poprawiłaś swoją czarną suknię. Kolorystycznie nie pasowała do okoliczności, ale była piękna. Koronkowy gorset, mający kilka srebrnych guzików w kształcie róż ułożonych w pionie, kończył się w biodrach, a spod niego wyłaniał się delikatny materiał, którego równie czarny muślin spływał w dół, aż do ziemi. Nie miałaś żadnej biżuterii oprócz długiego naszyjnika z czarnym gotyckim krzyżem.
Zgarnęłaś swoje włosy z ramion i zarzuciłaś na plecy. Wzięłaś głęboki oddech, przeprosiłaś po raz setny tego dnia i wyszłaś z pokoju.
Stukot twoich czarnych szpilek został zagłuszony przez szkarłatny dywan rozłożony na marmurowej posadzce, dzięki czemu nikt nie zauważył, że właśnie się zbliżałaś. Tym lepiej. Nie chciałaś być widziana, słyszana… w ogóle nie chciałaś tu być.
Czułaś na sobie wzrok wszystkich tych, którzy zostali zamknięci w obrazach. Wszystkie dzieła sztuki znajdujące się w tym pałacu żyły. A raczej były puszkami na duszę tych, których owy obraz przedstawiał. Kara czy też samolubność sprawiały, że cały budynek był obwieszony historią. Niemal czułaś na karku ich oddechy. Słyszałaś ich głosy. To było przerażające.
Najgorsze w tym wszystkim było to, że miałaś tu zamieszkać. Razem z lordem Lucasem – swoim przyszłym mężem – i świadomością, że w tym pałacu znajduje się także więzienie twojego kochanka. Tak… Ciągle nim był dla ciebie. I nigdy nie przestanie. Wolałaś umrzeć niż się wyrzec miłości do niego.
Zbliżałaś się do swojego celu. Zza zamkniętych drzwi słyszałaś gwar tworzony przez zaproszonych gości. Dwóch gwardzistów pilnujących wejścia ukłonili ci się, gdy tylko cię spostrzegli. Obaj chwycili za mosiężne klamki i zastygli w miejscu. Spojrzeli na ciebie wyczekując jakiejkolwiek reakcji z twojej strony. Widzieli jak drżysz i czekali.
- Jestem gotowa – rzekłaś pewnie, choć wewnątrz siebie wrzeszczałaś z rozpaczy. Tak bardzo nie chciałaś tego robić.
Gwardziści skinęli głowami i otworzyli wielkie wrota do twojego osobistego piekła. Wszelkie rozmowy ucichły, a dziesiątki par oczu skierowały się właśnie na ciebie. Nikt nie śmiał się odezwać, ale widziałaś, jak niektóre z dam zasłaniają usta ozdobnymi wachlarzami ukrywając drwiący uśmiech. Jednak to nic nie dało. Ich oczy śmiały się głośniej niż one kiedykolwiek zdołają. Panowie natomiast byli pod wrażeniem, choć kilku z nich marszczyło brwi próbując sobie przypomnieć skąd znają twoją twarz. Każdy pamięta wielką aferę sprzed trzech miesięcy, ale bogate stroje nawet wieśniaka potrafią zmienić w arystokratę.
Nawet postacie z obrazów wlepiały w ciebie swoje oczy. Przełknęłaś ślinę i ruszyłaś przed siebie. Stawiałaś wolne kroki, ale starałaś się wyglądać przy tym poważnie. Uniosłaś podbródek, aby pokazać swoją dumę.
Na końcu sali znajdowały się dwa wielkie złote krzesła obite czerwonym aksamitem. Lord Lucas stał przed nimi i patrzył prosto w twoje oczy. Był przystojnym mężczyzną, to musiałaś mu przyznać, ale to było tylko opakowanie. Jego dusza została zaprzedana mrocznym mocom. Nikt nie chciałby mieć w nim wroga.
Miałaś wrażenie, że swoim spojrzeniem zmusza cię do posłuszeństwa. Nie mogłaś odwrócić od niego swoich oczu, a w głębi serca czułaś, że on to robi specjalnie. Chce ukryć przed tobą ważny fakt, który może zepsuć mu wszystkie plany.
Byłaś już blisko, Lucas wyciągał rękę w twoją stronę z szelmowskim uśmiechem. Powoli unosiłaś swoją dłoń. Zamknęłaś oczy i wzięłaś głęboki oddech. Otworzyłaś je i przeżyłaś szok. Tuż nad głową czarnoksiężnika wisiał podłużny obraz przedstawiający mężczyznę o oliwkowej cerze i ciemnych włosach, rzeźbiącego jakąś postać z kamienia. Twoja dolna warga zadrżała, a w kącikach oczu pojawiły się łzy. To był on. To właśnie był Timi. Twój Timi.

KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ
  • awatar Za jakie grzechy,dobry Boże!?: Nooooooo Nie wiem co napisać :D Tak, coś takiego miałam na myśli! Nie wiem, czy chciałaś przedstawić przez to opowiadanie MNIE, bo w niektórych fragmentach miałam takie wrażenie ;) Ale wyszło ci pięknie. PO prosu boska część pierwsza! I fajnie, że wzięłaś ten chyba "królewski" temat. No wiesz, ten lord. Czekam na cd! Jestem Ci bardzo wdzięczna, że dotrzymałaś słowa.♥ Było warto tyle czekać.
  • awatar Dath: Jejku jak ja uwielbiam twoją twórczość. Ja wiem ze ty to wiesz ale powiem to jeszcze raz. Kocham czytać to co piszesz *.* uwielbiam *.* matkoo *.*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›