Wpisy użytkownika Sayori Nekomori z dnia 3 maja 2015

Liczba wpisów: 2

sayorinekomori
 
Hohoho nawet do mnie to doszło ^^

Nominację dostałam od: Za jakie grzechy

1.W skali 1-10 : jak oceniasz mój blog?
Hmmm... 9-10 :) Bardzo mi się u ciebie podoba. Twoje opowiadania, jak i zwykłe wpisy. Mimo swojej anonimowości dzielisz z nami swoje zainteresowania, pasje i te sny ^^ Twoja wyobraźnia jest dla mnie zagadką, ale wchodząc na twój blog od razu się uśmiecham :)

2.Twoje pierwsze "zakazane słowo" wypowiedziałaś w wieku... (?)
Tu mnie wyśmiejecie, bo miałam z 11-12 lat. Ogólnie to zawsze byłam dobrym dzieckiem i nie widziałam potrzeby przeklinania, ale koledzy dla jaj zaczęli mnie "uczyć" i w końcu się wkurzyłam i się zaczęło... A skończyło się tak, że klnę jak szewc :) Ale tu się powstrzymuję ;p
(bla bla bla nie na temat)

3.Jaka jest twoja ukochana książka/opowiadanie?
Kocham serię "Rywalki" Kiery Cass... to ona mnie natchnęła na księżniczki ^^ Kocham tą historię i czekam na publikację kolejnej części ^^
Ogólnie to nie mam swoich ulubieńców. Kocham fantasy i romanse, a jeśli to jest połączone to już jestem w raju ^^

4.Co najgłupszego zrobiłaś w życiu?
Moje poczucie humoru jest czasem dość... dziwne. Więc jak palnę coś głupiego to trochę mija, zanim się wszystko ułoży :/ A wzięłam sobie na cel pewnego osobnika, który focha się o byle gówno...
I ogólnie dużo jest takich przypałów, ale nie chcę o nich mówić... Same przypomnienie przyciąga moją głowę do ściany...

5.Jakim magicznym stworzeniem chcesz zamienić się w pełnie?
Kot ^^
Aaa... magiczne?? To kotołak ^^ chcę mieć ogon i uszy będąc w ludzkiej formie ^^ (chcę interaktywne skądś wytrzasnąć *_*) to takie urocze ^^

6.Idziesz za stadem, czy własnymi ścieżkami?
Próbuję iść własną drogę, ale jestem dość strachliwym człowiekiem, któremu trudno jest nawiązać jakąkolwiek znajomość... Jednak mam wyznaczony cel i staram się do niego dążyć sama. Z małą pomocą najbliższych, oczywiście ;p

7.Słowo "uga-buga"z czym ci się kojarzy?
Moja zboczona natura się odezwała, więc to słowo kojarzy mi się tylko ze stosunkiem seksualnym ^^

8.Mieć biegunkę w czasie swojej ceremonii ślubnej czy mieć biegunkę podczas nocy poślubnej?
(Pytanie mnie rozwaliło)
Mieć biegunkę podczas ceremonii to lekki wstyd i musiałoby być wszystko przekładane, tyle kasy (!!) a noc poślubną zawsze można przełożyć... w końcu mamy na to resztę życia :D

9.Czekolada biała, czy mleczna?
Mleczna!!

10.Najgorsze ćwiczenie na w-f?
Wymyk, piramida (jaskółka), biegi

11.Co byś chciała zrobić, ale powstrzymuje cię myśl "co inni o tym pomyślą?"
Wiele rzeczy... Np. zwykła ucieczka z lekcji sprawia, że się tak stresuję, że aż zaczynam się telepać :/
Jestem tak wychowana. Ile razy moja mama dawała argument: "Co sąsiedzi powiedzą". Wszystko wychodzi z domu!

12.Dlaczego prowadzisz bloga?
Lubię pisać i chciałam się bardziej podkształcić w tej dziedzinie, a obiektywne spojrzenie na moje małe dzieła ludzi, z którymi się nie znam pozwala mi ujrzeć błędy, których sama nie dostrzegam. Pisanie dla samej siebie mnie nie usatysfakcjonuje, przykro mi ^^ Musicie mnie znosić ;)

13.Wspomnienie wprawiające cię w zażenowanie :
Pomyliłam konferencję z rozmową prywatną na gg... nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że pisałam o koledze, który brał udział w konferencji...
Nie lubię takich sytuacji, bo "JAK O MNIE LUDZIE POMYŚLĄ!"

14.Lubisz pytać czy być pytana?
To zależy od sytuacji... Jeśli z kimś nowo poznanym to wolę być pytania. Nie mam pomysłów na pytania, chyba że mnie natchnie. Jednak na lekcji to tak się trzęsę pod tablicą, jąkam i "tańczę" że nic dobrego z tego nie wychodzi... W liceum dostałam tremy i jestem w szoku, bo kiedyś to zawsze brałam udział w różnych przedstawieniach i nic!! A teraz?? Zgroza...

15.Kiedy czujesz się niedoceniana?
Gdy się napracuje, a ktoś zrobi coś od niechcenia i dostanie pochwałę.
Gdy coś powiem na lekcji (dobrze), a ktoś powie to samo i to on zbiera laury.
Ogólnie to dość często...

16.Jak oceniasz swojego bloga w skali 1-10?
Hmmm... może takie mocne 7...

17.Film przy którym płakałaś?

“Tristan i Izolda”


Nie ważne ile razy to obejrzę i tak ryczę... Czasem nawet bardziej niż poprzednim razem ;p
------------------------

Przykro mi, nie nominuję już dalej :(
 

sayorinekomori
 
Obudziłam się i szybko tego pożałowałam. Jaskrawe promienie słońca wpadły do pokoju przez lukę między ciężkimi szarymi zasłonami prosto na mnie. Zmrużyłam oczy czując niesamowity pulsujący ból głowy. Jęknęłam żałośnie i schowałam się pod kołdrą próbując ukryć się przed całym światem i udawać, że mnie tu nie ma.
Wszystkie wspomnienia z wczorajszego nocy przemykały mi przez umysł tak szybko, że nie byłam wstanie tego poukładać w jedną racjonalną całość. Każda próba kończyła się mocniejszym ściskiem w skroniach. Czułam się, jakby ktoś walił mnie po głowie wielkim młotkiem.
Postanowiłam jeszcze trochę pospać. Byłam zmęczona i obolała. Marzyłam o ciszy i świętym spokoju. Jednak moje plany zostały zniweczone przez Mayę, która weszła do komnaty i w brutalny sposób ściągnęła ze mnie kołdrę.
- Jak się dziś czujemy? – zapytała z kpiącym uśmiechem. Wydawało mi się, że nawet jej oddech był zbyt głośny. Skrzywiłam się na kolejną porcję bólu.
- Nie tak głośno – jęknęłam wciskając się w poduszki.
- Wypij to – nakazała brunetka. Dopiero teraz zauważyłam, że miała w dłoni szklankę z jakimś dziwnym czerwonawym płynem. Przypomniał mi się smak mojego pierwszego, prawdziwego drinka.
- Co to jest? – spytałam odbierając od przyjaciółki szkło. Może i wyglądało, jak tamta nalewka, ale zapach był wręcz odpychający.
- Dorian powiedział, że to jest idealne na kaca – wypowiadając jego imię lekko się zarumieniła. Nie miałam nastroju, aby jej to wytknąć, ale to nie zmieniało faktu, że bardzo się cieszyłam, że moi przyjaciele podążają ku sobie drogą miłości.
Wzięłam pierwszy łyk napoju i od razu się zachłysnęłam. To było wstrętne!
- Co to za świństwo? – warknęłam, ale od razu tego pożałowałam.
- A czego chciałaś? Soku ze świeżo wyciśniętych pomarańczy? – zapytała ironicznie, a ja posłałam jej poirytowane spojrzenie. – To lekarstwo. A lekarstwa zwykle nie są dobre. Złamałaś zasady, więc zamknij oczy, zatkaj nos i do dna – poinstruowała mnie, jak najlepsza na świecie guwernantka, a ja zrezygnowana i zbyt słaba, aby się wykłócać, wykonałam jej polecenia. Oddałam jej szklankę i padłam na materac marząc o długim, mocnym śnie. Ale czy było mi to dane? No skąd!
- A co to ma być? Wstawaj! No już, ruchy! – specjalnie podniosła głos, aby odegrać się na mnie za ten wczorajszy wypad.
- Nie możesz powiedzieć, że się źle czuję? – spytałam robiąc do przyjaciółki maślane oczka.
- Kiedy to powiem od razu lady Tamara zacznie histeryzować, wołać lekarzy, a królowa wpadnie w szał. Chcesz jeszcze większych problemów? – skrzyżowała ramiona na piersi i uniosła brew.
- A czy teraz mam jakieś problemy?
- To tylko kwestia czasu. Będziesz cierpieć – oznajmiła coś, co ja już wiedziałam od samego początku.
- Już cierpię – przyznałam przypominając sobie scenę mojego pocałunku z Louisem. Ale na co ja liczyłam? On nie był  księciem z bajki. Był diabłem. Diabłem, którzy podążał własnymi ścieżkami, a ja się go kurczowo złapałam bojąc się wypuścić. Zakazana miłość do zakazanego owocu. Jakież to typowe.
- Coś ci zrobił? – spytała zatroskana siadając przy mnie na łóżku.
   - Nie. Był bardzo miły – uśmiechnęłam się. Wstrząsnął mną dreszcz, gdy poczułam to ciepło jego dotyku na skórze. – Ja… Ja go pocałowałam – spuściłam głowę czekając na naganę.
- Oszalałaś?! – podniosła głos, a ja się skrzywiłam. – Jak to pocałowałaś? Jego? Ale, że tak w usta? – pytała nakręcona, jak katarynka.
- Tak. Było cudownie. Nawet to odwzajemnił. Ale później… Zrobił się taki obojętny. To zabolało – wzięłam kilka głębokich oddechów, aby się nie rozpłakać. – Maya, ja chyba się w nim zakochałam – potarłam swoje skronie nie mając pojęcia, co mam dalej zrobić z tą sytuacją.
Maya wzięła mnie w ramiona.
- Powinnaś to zakończyć – oznajmiła bez ceregieli.
- Nie chcę. Chcę go widywać, chcę z nim rozmawiać, być przy nim… Chryste – jęknęłam uświadamiając sobie, jak żałośnie to brzmiało.
- Wiem co czujesz, ale od początku ten… związek bazuje na kłamstwie. Ciągnąc to oboje będziecie cierpieć.
- Wiem, ale ja… ja mu powiedziałam – zmarszczyła brwi nie do końca rozumiejąc o co mi chodzi. – Powiedziałam mu, że jestem księżniczką Rosaline. Nie uwierzył mi. Wtedy też by nie uwierzył.
Jej drobne dłonie pocierały moje plecy i ramiona w geście pocieszenia. Może i nie podziałały na tej płaszczyźnie, co powinny, ale ukoiły ból mięśni.
- To co zamierzasz?
- Będę to ciągnąć do samego końca.

Dałam się przekonać Mai i teraz siedziałam przy stole i dłubałam widelcem w tarcie. Było mi niedobrze, a na dodatek przypomniała mi się rozmowa z Karin. My, arystokracja, jedliśmy przy zastawionych stołach, a i tak większość jedzenia szła do wyrzucenie, podczas gdy biedniejsze społeczeństwa głodowało.
Spojrzałam na swoją matkę. Jak zwykle siedziała wyprostowana, pełna gracji i płynnymi ruchami kroiła małego racucha. Zawartość jej talerza była naprawdę uboga, a i tak zjadała ledwie połowę. Byłam jej całkowitym przeciwieństwem. Zawsze zjadałam wszystko, co miałam podane, aby sprawić przyjemność kucharzom, nawet jeśli nie miałam apetytu. To było moje małe podziękowanie za ich ciężką pracę. Królowa nawet nie wiedziała, co oznaczają słowa: „Proszę”, „Dziękuję” i „Przepraszam”. Uważała, że tylko słabi ich używają. Ci, co chcą coś w życiu osiągnąć nie powinni nawet myśleć o czymś tak nieistotnym. Trzeba brać to, czego się chce, bo przez uprzejmość możemy zostać wykorzystani. Władza to samotność. Władza to okrucieństwo. Władza to pieniądze. Władza to wszystko. Nie ma miejsca na normalne ludzkie wartości. Mój ojciec tak bardzo kochał moją matkę. Gdyby go poprosiła, aby skoczył w ogień jestem pewna, że by to zrobił. Ona natomiast wysłałaby kogoś podobnego do siebie. Nie zaryzykowałaby życia dla kogoś, kto był tylko właścicielem skarbca. Obawiałam się, że po mojej koronacji władza uderzy mi do głowy i będę taka, jak moja matka. Boję się tego, ale jednocześnie chcę, jak najszybciej objąć tron, aby wprowadzić reformy mające na celu poprawienia bytu całej ludności, a nie tylko burżuazji.
- Skarbie, coś się stało? – zapytała ciocia zatroskanym głosem. Spojrzałam na nią otępiałym wzrokiem.
- Nie, tylko źle się czuję – przyznałam biorąc do ust trochę tarty.
- Może powinnaś dziś odpocząć? – zaproponowała.
- Wykluczone – wtrąciła się moja matka. – Ma braki – dodała beznamiętnie.
- Skończ z tymi brakami! – oburzyła się księżna. – Mam dość tego, w jaki sposób traktujesz własne dziecko!
Byłam w szoku. Ciocia jeszcze nigdy nie zwróciła się tak do siostry. Ironicznie, kpiąco, złośliwie – tak. Jednak ta wrogość była dla mnie nowością.
- Właśnie. To MOJE dziecko – wysyczała mrożąc ją wzrokiem. Prychnęłam, co na szczęście nie zostało wyłapane przez matkę.
- Nie mam pojęcia do Rafael w tobie widział! – warknęła, a ja rozszerzyłam oczy. Z korytarza rozległ się huk tłuczonej porcelany. – Daj jej odpocząć! Już pominę fakt, że odebrałaś jej wakacje.
- Mogę robić, co chcę. Jestem królową – rzekła dumnie pusząc się, jak paw, po raz kolejny przypominając nam swoją pozycję.
- Ale to mój dom i mam w głębokim poważaniu to, jaką masz pozycję – powaga w głosie cioci była wręcz przerażająca. Powstrzymałam się od przyłożenia dłoni do ust.    Sparaliżowało mnie. Nie mogłam się ruszyć, a to było w tej chwili moim największym marzeniem. Ucieczka.
- Nie zapominasz się trochę?
- Jestem twoją starszą siostrą. Mam dość ciebie i twojej władzy. Nasz kraj podupada. Jest coraz więcej buntów, a ty nic nie robisz. Traktujesz wszystkich niższej klasy, jak robaki. Nawet własną córkę – ciotka wstała i podparła się rękoma stołu. – Daję ci dwa dni. Spakujesz się i zabierzesz stąd swoje rzeczy.
Przeraziłam się.
- Ale Rosalia zostaje tutaj. Ona nie jest jedną z twoich rzeczy.
- Nie masz do tego prawa – powiedziała z pewnością. Nawet nie była zaniepokojona tym, że ciocia chce mnie od niej odseparować. Teraz byłam wręcz pewna, że byłam dla mojej matki niczym.
- Mylisz się. To ja robiłam jej za matkę przez te wszystkie lata. Rafael był zbyt zaślepiony miłością do ciebie, aby zauważyć, jak bardzo kochasz pieniądze i władzę. Rosalia zostaje pod moją opieką do chwili jej koronacji. Rozmawiałam już z prawnikami.
Byłam jednocześnie szczęśliwa i wściekła. Cieszyłam się, że ciocia wreszcie postawiła się mojej matce i chce mnie od niej zabrać, ale żadna z nich nie brała pod uwagę tego, czego ja chciałam. A może jednak?
- Przegrasz – prychnęła królowa. Było godnym podziwu to, że nawet na sekundę nie straciła opanowania i ciągle siedziała wyprostowana przy stole.
- To zależy od Rosalii. Jest już wystarczająco dorosła, aby o tym decydować – wraz z tymi słowami moja złość minęła. – Tak więc, dwa dni. Jeśli Rosalia zdecyduje zostać z tobą we wrześniu wróci do stolicy, ale jeśli nie… Tracisz prawa rodzicielskie. I nie ciesz się tak – fuknęła księżna.
Spojrzałam automatycznie na swoją rodzicielkę. Moja warga niebezpiecznie zadrżała, a w oczach pojawiły się łzy. Ona się uśmiechała.
- Nie będziesz mogła jej wydziedziczyć. Nie poradzisz sobie ze społeczną nienawiścią. Oni chcą Rosalii.
- Jest za młoda na koronę – wzruszyła ramionami. Moje serce biło, jak szalone. Nienawidziłam jej. Tak bardzo jej nienawidziłam. – Ale dobrze. Pozwólmy jej zdecydować – machnęła ręką.
- Ona również ma dwa dni – odparła ciocia. – A ty – tym razem zwróciła się do mnie. – Dziś masz odpocząć. I ciesz się wakacjami – uśmiechnęła się delikatnie i wyszła z jadalni. Patrzyłam na drzwi niemo błagając, aby wróciła.
- Możesz się cieszyć – odparła sucho królowa. – Decyzja należy do ciebie – wytarła usta bawełnianą serwetką w kolorze kości słoniowej, po czym wstała. – Ale pamiętaj. Jak wybierzesz Alexandrę, już nie wrócisz do zamku. Nie ważne co wybierzesz, nadal będziesz moją córką i następczynią. Ale ona cię rozpuści jeszcze bardziej – powiedziała i skierowała się do drzwi.
- Czy ty kiedykolwiek kochałaś mojego ojca i mnie? – zapytałam samą siebie, na tyle cicho, aby nie usłyszała.
- Mówiłaś coś? – spytała zatrzymując dłoń na ozdobnej klamce.
- Nie – spuściłam głowę i zostałam sama. Nie miałam pojęcia, co robić.

Leżałam na łóżku wciskając twarz w poduszkę. Delikatny materiał pochłaniał moje łzy, które nie przestawały wypływać z moich oczu. Czułam się taka bezradna. Kiedyś myślałam o tym, że gdybym miała taką okazję bez namysłu odeszłabym od matki, ale gdy moje gdybanie okazało się prawdą nie byłam już tego pewna. Jednak tu nie chodziło o moje niezdecydowanie. Najbardziej bolał mnie fakt, że królowa nawet się nie przejęła, że dzieli ją tylko jeden krok od utraty jedynej córki. Ten krok należał do mnie. Nieważne, gdzie go postawię. I tak na końcu osiągnę władzę. Jednak, co będzie dla mnie najlepsze?
I o co chodziło z tymi buntami? Matka nic mi nie mówiła! Nawet gdybym spytała usłyszałabym tylko: „To nie jest coś, co powinno cię interesować. Jesteś tylko księżniczką. Twoim zadaniem jest się uczyć i świecić przykładem doskonałości. Politykę zostaw władzy”.
To było wręcz zabawne. Ja nic nie wiedziałam. Wszystkiego dowiadywałam się słysząc plotkowanie służby zwykłych ludzi. Wiedziałam to od ofiar, zamiast od królowej, która powinna się martwić o swoich poddanych.
Jęknęłam żałośnie. Potrzebowałam czyjegoś oparcia. Jednak nie Mai, nie cioci, ani Doriana. W tej chwili chciałam wtulić się w Louisa. Poczuć, jak jego silne ramiona mnie obejmują. Czuć zapach jego skóry i wody kolońskiej. Po prostu przy nim być. Wiedziałam, że to samolubne. Chciałam się wyżalić komuś, kogo okłamałam i nie rozumiałam jego własnych problemów. Ale chciałam je poznać. Chciałam być dla niego oparciem. Pocieszyć go. Jednak nie mogłam. Nie miałam z nim żadnego kontaktu, a głupio mi było prosić o to Doriana. W końcu przez Louisa, dzieciństwo szatyna było jeszcze większym chaosem.
Usłyszałam pukanie do drzwi. Przez chwilę się zastanowiłam, czy powinnam spławić mojego gościa, ale uznałam, że to byłoby niegrzeczne, więc krzyknęłam, że może wejść. W komnacie zjawił się Dorian niosąc w dłoniach srebrną tacę. Poczułam aromatyczny zapach zielonej herbaty i ciasteczek czekoladowych. Leniwie podniosłam się do pozycji siedzącej. Dorian postawił tackę na łóżku i nalał nam obojgu herbaty do porcelanowych filiżanek, a imbryk odłożył na szafkę nocną, aby się nie przewrócił.
- Jak się trzymasz? – zapytał z troską podając mi gorący napój.
- Bywało lepiej – wzruszyłam ramionami. Podmuchałam herbatę, aby nie oparzyć sobie języka i wzięłam mały łyk. – Już wszyscy wiedzą? – spytałam dziwnie rozbawiona.
Dorian tylko wzruszył ramionami.
- To co zamierzasz zrobić?
- Nie mam bladego pojęcia – odruchowo chwyciłam za ciasteczko i ugryzłam kawałek. Było niezwykle słodkie i pyszne, ale nie potrafiłam się cieszyć tym smakiem. – Moja matka mnie nie kocha – zaśmiałam się nerwowo. Mój przyjaciel milczał. Zaprzeczanie nie miało najmniejszego sensu. – Ale jeśli tu zostanę to może obrócić szlachtę przeciwko mnie. To nie tak, że zależy mi na ich niezaprzeczalnym poparciu, ale jednak oni też mają coś do powiedzenia.
- Społeczeństwo chce ciebie. Szlachta będzie siedzieć cicho, jak nie będziesz im zabierać majątków.
Prychnęłam. Ten ich „majątek” pochodzi z lichwy i z królewskiego skarbca. Nie zarobili na te piękne wille ciężką pracą swoich własnych rąk.
- Biedniejszych jest więcej – dodał szatyn.
- Dorian, o co chodzi z tymi buntami? – zapytałam speszona. Uniósł brwi, jakby zdziwiony, że nie wiem.
- Górnicy w zeszłym tygodniu zastrajkowali. Zwiększono im liczbę godzin pracy do dziesięciu. Dodatkowo odjęto im dopłaty jakie przysługiwały każdemu górnikowi. Najpierw chcieli załatwić to dyplomatycznie, ale królowa powiedziała, że w tej chwili niemożliwa jest zgoda na ich postulaty. Wszystkie kopalnie w kraju wstrzymały prace i zażądali powrotu do siedmiu godzin. Zginęło około jedenastu osób podczas tłumienia buntu.
Rozszerzyłam oczy. Nie mogłam uwierzyć, że moja matka zrobiła coś takiego. Ona przyczyniła się do śmierci niewinnych ludzi, którzy chcieli tylko pracować na lepszych warunkach, które usatysfakcjonowałyby wszystkich. Warga mi zadrżała.
- Ta kobieta jest chora – warknęłam zdenerwowana przesuwając drżącymi palcami wolnej ręki po włosach.
- Być może, a jeśli nic z tym nie zrobisz ten terror będzie trwał. Nie tylko górnicy strajkują. Wszyscy. Chodzą słuchy, że może wybuchnąć wojna domowa. Będą chcieli całkowitego zniesienia władzy królewskiej i wprowadzenia demokracji.
Przytaknęłam rozumiejąc powagę sytuacji. Jednak nie mogłam nic z tym zrobić. Na pewno nie w tej chwili.
- To tylko plotki, ale są tacy, którzy chcą wytępić rodzinę królewską. Zabić albo wziąć w niewolę. Jesteś w wielkim niebezpieczeństwie.
Potarłam dłonią czoło. To było takie przerażające, a wiedziałam, że to dopiero początek. Przecież Dorian mógł mi przekazywać tylko kawałki. A układanka jest o wiele większa.
- W tej chwili nic nie mogę zrobić. Matka nie dopuszcza mnie do niczego. Wstyd mi, że nic nie wiem o kraju, którym w przyszłości mam rządzić.
- To nie twoja wina. Królowa chce dyktatury. Być może nawet i dożywotniej – zadrżałam na te słowa. – Ale może zostawmy ten temat. Jesteś zbyt roztrzęsiona, aby zajmować się tą sprawą – Dorian pogładził mnie po włosach. Ten czuły przyjacielski gest sprawił mi przyjemność i dał ukojenie. – Louis do mnie dzwonił – zmienił temat, a moje serce zaczęło bić szybciej na samą wzmiankę o tym diable. – Pytał czy dobrze się czujesz – dodał lekko zirytowany. Jakby pytanie zadane przez bruneta było co najmniej nie na miejscu.
- No i? – ponagliłam go chcąc dowiedzieć się więcej.
- I nic. Dodał jeszcze, że chce się z tobą zobaczyć, ale kwestia kiedy jest do omówienia. Oh, zapomniałbym – Dorian sięgnął do kieszeni swoich czarnych lnianych spodni. Wyjął telefon i podał mi go. – Jest twój – odparł z uśmiechem.
- Co? – spytałam zdziwiona przyglądając się małemu urządzeniu. – Nie mogę tego przejąć.
- Możesz. To jest prezent. Powiedzmy, że z okazji odzyskania wakacji – posłał mi promienny uśmiech, a ja nadal nie byłam przekonana co do tego „prezentu”. Telefon jest drogim gadżetem. Przynajmniej dla kogoś klasy Doriana. Nie chciałam go obciążać niepotrzebnymi kosztami.
- Dorian, ja naprawdę…
- Nawet nie zaczynaj – przerwał mi kładąc swój palec wskazujący na moich wargach. – Ten telefon był mój. Kiedyś. Przepraszam, że nie jest to nowy model godny księżniczki, ale… - tłumaczył się, a ja znienacka pocałowałam go w policzek.
- To aż za dużo. Dziękuję ci. Przyjmuję twój podarek. Będę o niego dbać – odebrałam od przyjaciela telefon i włączyłam go.
- Wpisałem już swój numer, jak i Louisa. Nie przyszło mi to z łatwością, ale czego się nie robi dla przyjaciół – puścił mi oczko i za jednym zamachem wypił swoją herbatę, która była już zimna. Taką jaką lubił najbardziej.
Spojrzałam na komórkę i aż mnie palce świerzbiły, aby napisać do bruneta.
- Widzę, że tego chcesz – oznajmił, jakby czytał mi w myślach. – Nie krępuj się.
Posłałam mu dziękczynny uśmiech i wysłałam Louisowi wiadomość.

Do: Louis: Też chcę się z tobą spotkać. Susan

Zakuło mnie w sercu, gdy pisałam to imię. Ale co innego mogłam zrobić? Zaczęło się kłamstwem, a gdy mu powiedziałam prawdę, nie uwierzył. Muszę się pogodzić z tym, że ta bajka się niedługo skończy i na pewno nie będzie mieć dobrego zakończenia.
- A jak się mają sprawy z Mayą? – zapytałam czekając na odpowiedź Louisa, ale jednocześnie będąc strasznie ciekawą losów moich przyjaciół.
- Nijak – mruknął Dorian. – Ona nie widzi moich sygnałów! – jęknął zrozpaczony i agresywnie wgryzł się w ciastko. Wyglądał, jak naburmuszone dziecko. Słodkie.
- Widzi. Na pewno. Tylko może nie chce się zaangażować – widząc mieszankę emocji na twarzy Doriana szybko dodałam. – Ona się po prostu wstydzi.
- Tak, na pewno – prychnął.
- Gdybyś widział, jak się rumieniła, gdy ją spytałam o ciebie. Ogólnie kiedy jest o tobie mowa robi się nerwowa. Za wszelką cenę chce ukryć to, co czuje, ale ja widzę wszystko – pogroziłam mu palcem i nagle uświadomiłam sobie, że jednak nie wszystko. Nie widzę tego, co najważniejsze. Spochmurniałam, ale nie dałam po sobie tego poznać.
- Jak mam do niej dotrzeć? – zapytał patrząc na mnie, jak na proroka, który znał wszystkie odpowiedzi na rozterki ludzkich serc.
- Cierpliwości. I może zamiast pokazywać, że ją lubisz to może jej to powiedz? – zaproponowałam. – I nie odpuszczaj – dodałam i w tej samej chwili mój nowy telefon zawibrował. Szybko otworzyłam wiadomość od Louisa. Mogłabym przysiąc, że w moich oczach pojawiły się iskierki.

Od: Louis: Rozmowę zwykle zaczyna się od: „Hej, co słychać?” ;) Czujesz się już lepiej?

Spojrzałam kątem oka na Doriana, który jadł kolejne ciasteczko. Zachowałam się bardzo niegrzecznie w stosunku do niego. Czułam wyrzuty sumienia.
- Przepraszam. To ogromne zaniechanie z mojej strony, że nie zwracam na ciebie uwagi – powiedziałam oficjalnie. Sposób w jaki zostałam wychowana dawał o sobie znać w prawie każdej minucie mojego życia.
- Spokojnie. Mimo iż jesteśmy przyjaciółmi, ty ciągle jesteś księżniczką, a ja ciągle jestem kamerdynerem – uśmiechnął się ciepło. – Proszę, abyś uważała. Nie jestem co do niego przekonany, ale skoro ty darzysz go uczuciem nie mogę nic zrobić poza wspieraniem cię.
- Maya ci powiedziała? – zapytałam zawstydzona.
- Tak – przytaknął. – Odpisz mu. Jeśli to ci pomoże się rozluźnić będę szczęśliwy.
Posłałam mu delikatny uśmiech. Był cudownym mężczyzną i cieszę się, że pojawił się w moim, jak i w Mai, życiu.

Do: Louis: Tak, dziękuję. Mam nadzieję, że nie zepsułam ci wieczoru?

Moje pytanie miało dwa dna. Mimo wszystko nie czułam, że źle zrobiłam. Chciałam tego, więc wzięłam sprawy w swoje ręce i chętnie powtórzyłabym to znowu. Jednak czy Louis myślał w ten sam sposób?

Od: Louis: No skąd. Świetnie się bawiłem ;) To kiedy możemy się zobaczyć?

Spojrzałam na Doriana i podrapałam się po brodzie. Analizowałam w głowie wszystkie za i przeciw, aż w końcu odpisałam.

Do: Louis: Nawet teraz

Od: Louis: Serio? Nie będziesz miała problemów?

Do: Louis: Nie. Mam cały dzień wolny

Od: Louis: Będę za pół godziny

Już nie odpisałam tylko spojrzałam się na Doriana.
- Pomożesz mi – oznajmiłam.
- Wszystko co powiesz jest moim rozkazem – skinął głową na znak szacunku i całkowitego oddania.
- Jeśli ktoś by pytał to powiedz, że wyszłam na spacer i nie wiadomo kiedy wrócę. Zadzwonię do ciebie, gdy będę wracać, wtedy przyjdziesz po mnie do lasu.
- To wszystko? – zapytał chcąc się upewnić. Etykieta przede wszystkim.
- Nie. Masz jeszcze powiedzieć Mai, że ją kochasz – rozszerzył oczy w zdziwieniu. – I to nie jest tylko przyjacielska sugestia – puściłam mu oczko i wstałam chcąc się przygotować do wyjścia.

Zebrałam w sobie całą siłę i mocno pchnęłam w drewnianą klapę, aby się otworzyła. Promienie słoneczne prześwitujące przez korony drzew oślepiały mnie, przez co ledwo co mogłam dostrzec dłoń wyciągniętą w moją stronę. Zmrużyłam powieki i spojrzałam na właściciela kończyny. Serce zabiło mi szybciej, a na twarzy, wbrew mojej woli, pojawił się wielki uśmiech. Od razu chwyciłam za zawsze zimną dłoń Louisa. Powoli wyszłam z podziemi starając się nie przewrócić. Moje starania jednak poszły na marne. Potknęłam się o wystający korzeń i wpadłam prosto w ramiona bruneta. Oszołomiona idealnym zapachem wody kolońskiej i jego własnej woni mogłam jedynie wtulać się w jego twardą pierś. Czułam, jak jego klatka piersiowa drży pod wpływem bezgłośnego śmiechu.
- Uważaj – szepnął prosto do mojego ucha, a ja mogłam przysiąc, że moje kolana zmiękły.
Ku mojemu zdziwieniu Louis nawet mnie od siebie nie odsunął, a staliśmy tak dobre kilka minut w ciszy. Czy jego też to tak cieszyło, jak mnie?
W końcu uznałam, że moje nogi już są zdolne do utrzymania mojego ciała w pionie, więc oderwałam się od zielonookiego.
-  Hej – powiedziałam cicho. Mój głos odmówił mi posłuszeństwa.
- Witam panienkę – przechylił głowę na prawo witając się ze mną tym samym sformułowaniem co wczoraj. Jego spojrzenie było niezwykle delikatne. Wręcz czułe. Wydawało mi się, że szmaragd jego oczu zbladł, ale nadal był oszałamiająco piękny. – Chodźmy – chwycił mnie za rękę i pociągnął w stronę szosy. – Przepraszam, ale muszę wracać do teatru. Mamy próbę, wyrwałem się tylko na chwilę – oznajmił, a ja poczułam mieszankę różnych uczuć. Miałam wyrzuty sumienia, że przeze mnie musiał wyjść z próby, bo miałam taki kaprys, ale jednocześnie byłam szczęśliwa, że jednak to zrobił. Byłam zagubiona. Nie miałam pojęcia co to oznacza. Louis należał do ludzi, których trudno rozszyfrować. Albo to ja nie umiałam tego zrobić.
- Przepraszam. Odciągnęłam cię od pracy. Mogliśmy się spotkać, gdy już skończysz – rzekłam przygnębiona.
- Nie martw się. Mamy przerwę, a samochodem to tylko kilka minut. Nic się nie stało – puścił mi oczko i jak prawdziwy dżentelmen otworzył przede mną drzwi auta
- I tak czuję się z tym źle – odparłam wsiadając do samochodu. Louis szybko znalazł się obok mnie na miejscu kierowcy. Spojrzał na mnie znacząco przekazując mi, że mam zapiąć pasy.
- To naprawdę nic takiego – posłał mi ciepły uśmiech, wręcz zmuszając mnie, abym uwierzyła. – Gdybym nie mógł to bym ci napisał – pokręcił głową i odpalił silnik. – A tak w ogóle to skąd masz telefon? – zapytał zmieniając temat, po czym ruszyliśmy.
- Dorian mi podarował – odpowiedziałam mechanicznie i od razu dałam sobie mentalnie w policzek. Nie chciałam wydawać przyjaciela.
- Dorian? Mieszkałem kiedyś obok chłopaka o tym imieniu – odparł wzruszając ramionami.
- Przypadek? – to brzmiało bardziej jak pytanie, niż stwierdzenie.
- Nie sądzę – zaśmiał się.
Już się nie odzywaliśmy. Byłam wdzięczna brunetowi, że nie dodał żadnej złośliwej uwagi dotyczącej Doriana. Nie byłam pewna mojej reakcji.
Po kilku minutach Louis zaparkował na parkingu przed dość dużym budynkiem z czerwonej cegły. Wyszłam z samochodu i spojrzałam w niebo rozkoszując się przyjemnym chłodnym wiatrem i promieniami słońca padającymi prosto na moją twarz.
- Na pewno nie będę przeszkadzać? – zapytałam ruszając za Louisem w stronę, jak mniemam tylnego wejścia.
- Jeśli nie będziesz gadać, to cię nie wyrzucą – puścił mi oczko. Lubiłam, gdy żartował. To sprawiało, że czułam się spokojniejsza i rozluźniona.
Weszliśmy do budynku. Idąc korytarzem rozglądałam się na wszystkie strony. Beżowe ściany były ozdobione fotografiami ze spektakli i podobiznami aktorów, którzy w nich grali. W niektórych miejscach odlatywała farba, a pleśń już zaczęła gościć w rogach sufitu. Przydałby się remont, pomyślałam.
- Gotowa na cyrk? – zapytał z uśmiechem. Do naszych uszu dostawały się jakieś krzyki, których nie potrafiłam zidentyfikować.
- Co wy gracie? – spytałam zdziwiona.
- „Książę i żebraczka” autorstwa naszego reżysera – odpowiedział beznamiętnie.
- Co się w tym takiego dzieje, że trzeba tak krzyczeć?
- Ah, to nie scenariusz. Dolores znów gwiazdorzy – machnął ręką i odwrócił się w stronę drzwi. Na wspomnienie jej utlenianych blond włosów i wielkich piersi zalała mnie fala złości.
Louis pokazał mi gestem ręki, że mam chwilę zaczekać, a sam wszedł do sali.
- Louis! – na dźwięk jej piskliwego głosu aż zadrżałam. – Gdzie ty do cholery byłeś? – zapytała z wyrzutem, a brunet pociągnął mnie lekko za rękę, abym również weszła. – I po co ją tu przywlokłeś? – jej irytacja wzrosła, a ja miałam już dość. Wyprostowałam się bardziej pokazując swoją grację i wdzięk godny księżniczki, którą zresztą byłam.
- Dolores! – warknął mężczyzna w kwiecie wieku. – Przepraszam za nią – zwrócił się do mnie. – Miło mi cię poznać – podszedł do nas i wyciągnął ku mnie rękę. – Nazywam się Marco. Reżyser, scenarzysta, producent i właściciel tego teatru – uścisnęłam jego dłoń.
- Bardzo mi miło pana poznać. Ja nazywam się R-Susan – uśmiechnęłam się. Marco odwzajemnił gest nie zauważając mojej wpadki, albo po prostu zostawiając to dla siebie.
- Diva się przymknęła? – usłyszałam znajomy głos za sobą, a chwilę później młody chłopak o kruczoczarnych włosach pojawił się obok mnie. Barwę tych oczu rozpoznam wszędzie. – Susan?! – zapytał zdziwiony i szczęśliwy zarazem. – Miło cię znów widzieć – posłał mi promienny uśmiech, a ja błagałam w duchu, aby ta próba się zaczęła, szybko skończyła i abym mogła pobyć z Louisem sam na sam. To zachowanie było niegodne księżniczki, ale nie mogłam nic na to poradzić.
- Mnie również… - chciałam dodać jego imię, ale przypomniałam sobie, że mi się nie przedstawiał.
- Jase – mrugnął do mnie, a ja poczułam, jak palec Louisa jeździ po moim krzyżu. Dreszcze przeszły po całym moim ciele dając chwilową rozkosz.
- Dobra, zaczynamy tą próbę na poważnie, bo mam dziś jeszcze mnóstwo roboty, a wy zabieracie mi mój cenny czas! Jazda! – krzyknął Marco, a ja już nie wiedziałam, jakim typem człowieka jest.
Usiadłam w trzecim rzędzie i wbrew woli obserwowałam tylko Louisa. Jego ruchy, gesty, mimikę, słuchałam jego głosu, słów, które wypowiadał. Zakazany owoc był na wyciągnięcie ręki. Chciałam po niego sięgnąć, ale nie byłam pewna, czy robiłam dobrze. Pragnęłam go, ale jednocześnie obawiałam się jego piękna. W końcu zakazany owoc może okazać się robaczywy. Mimo wszystko kochałam go.
Wyjście z tak beznadziejnej sytuacji nie jest opisane w jednym z rozdziałów „Etyki królewskiej”.

d60d331b000e658d5200d2c4.jpg


To miał być krótki rozdzialik... aż się poplułam ze śmiechu.
Boże!! Jestem tak bardzo niezadowolona z tej "zapchaj dziury" że to aż szok!! Ciągle mam wrażenie, że tym ultimatum wszystko schrzaniłam, ale wolę coś takiego na początku niż to, co miało być pierwotnie.
Wena ciągle ma na mnie focha :/
A to, jak w miarę sprawnie idzie mi wymyślanie fabuł nowych opowiadań, tak nijak to ma się do pisania tego >.< Kyaa!! Nie wytrzymam!! <z rozpaczy napycha się tortem>

Ogólnie to rozdział miał być wczoraj, ale że zjechała się rodzinka i żeby zająć czymś małe urwisy musiałam odstąpić im komputer. Ale jeden dzień w tę czy we tę... Co za różnica.

Dziękuję za wszystkie wejścia, komentarze, wiadomości, klikanie "dodaj do obserwowanych/znajomych"
Uwielbiam was *_*
Myślę, że niedługo dobrniemy do końca "Princess" a może i nie... ;p
Ale koniec już tego dobrego ;) Do następnego, robaczki :*
  • awatar Lisa Angels: Krótki... XD Jak ja bym chciała, by każdy rozdział był tak "krótki". Nie wiem co ci się w tym rozdziale nie podoba, był dość płynny i przyjemny. Zszokowała mnie postawa ciotki, a królową najchętniej bym ZATŁUKŁA! Jak ona śmie!
  • awatar Echo to tylko odbicie dźwięku: Mrmrmr wreszcie się doczekałaam :3 Jak czytam momenty z Dorianem, to serduszko mi się raduje. Taki cudny przyjaciel. Co do królowej, to jak dla mnie mogłaby zdechnąć. Ot i wszystko. A każdy ruch, gest, słowo Louisa odbieram jako jakiś podtekst O-O takie zboczenie... a niech mu będzie...
  • awatar Za jakie grzechy,dobry Boże!?: W pewnym momencie zapomniałam, że to twoje. Czułam się jakbym czytała taką prawdziwą książkę. MUSISZ TO POTEM WYDAĆ. Zazdroszczę ci rozbudowanego słownictwa. Serio. A te informacje o państwie! Nie wiedziałam o co chodzi xD Mądra dziewczynka :3 Smutny jest fakt okropnego zachowana królowej... Ciekawe co zrobi księżniczka ;) OBY TAK DALEJ!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›