Wpisy użytkownika Sayori Nekomori z dnia 2 kwietnia 2015

Liczba wpisów: 3

sayorinekomori
 


"Jeśli mnie zwiążesz i uwięzisz
Uwięzisz także miłość
Przyszłość zostanie uwięziona
I nie urośnie
Wycisz się i spójrz na mnie
Napełniam się tylko Tobą,
Wypełniam się tylko Tobą po same brzegi

Twój niezaprzeczalny urok jest Lucyferem
Twoja niezaprzeczalna magia Lucyferem
Gdy zbliżam się do Ciebie anielskim wyrazem twarzy
Powiedz, ze stanowię sens Twojego życia
Powiedz to"

Zacna piosenka :3 Uwielbiam ją ^^ mogłabym słuchać w nieskończoność :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

sayorinekomori
 
Sayori Nekomori:


♥_♥
Nie mogę przestać tego słuchać ^^ Uwielbiam Nightcore. Uważam, że jest lepsze niż oryginał, ale ta akurat piosenka w obu wydaniach jest boska :)
I inspiracja jest ;)
P.S. Jak tylko sprawdzę wszelakie błędy to wstawię rozdział :D
 

sayorinekomori
 
Znalazłam się w małej biblioteczce w pokoju gościnnym w moim skrzydle. Dokładnie sprawdziłam, czy aby na pewno drzwi są dobrze ukryte i cicho pomknęłam przez korytarz niezauważona. Gdy tylko weszłam do swojej komnaty z impetem rzuciłam się na wielkie łóżko. Wtuliłam głowę w poduszkę i głośno westchnęłam.
- Nie wierzę w to, co się stało – burknęłam. Dopiero w tej chwili zaczęłam żałować, że się zgodziłam. Po co ciągnąć coś, co niedługo się zakończy? Dodatkowo istnieje możliwość, że rozstaniemy się w nienawiści.
To całe gdybanie było męczące. Zadręczałam się czymś, co nigdy się nie wydarzy, bo już na to za późno. Muszę iść dalej. Może i będę na końcu cierpieć, ale to przynajmniej mnie czegoś nauczy. Podjęłam decyzję i muszę brać z niej nie tylko korzyści, ale i konsekwencje, które niestety są nieuniknione.
Podczas mojej konwersacji z samą sobą do komnaty weszła Maya. Zatrzymała się wpół kroku, jak tylko zobaczyła co mam na sobie.
- Tylko mi nie mów, że… - zaczęła.
- Tak – odpowiedziałam zdecydowanie patrząc na nią smętnym wzrokiem. Dopiero teraz odczułam strach przed tym, co ma się wydarzyć. – I sądzę, że często będę to robić – wyznałam.
- Jeśli cię królowa przyłapie będziesz miała spore kłopoty. A jeśli ktoś cię rozpozna? – zaczęła histeryzować ciągnąc się za włosy i chodząc w kółko.
- Daj spokój – przewróciłam oczami siadając. – Wymówka, że jestem służką księżniczki przeszła. Będę się tego trzymać – wzruszyłam ramionami.
- Że co kogo? – zapytała wytrzeszczając na mnie oczy wreszcie stając w miejscu. Bojowa postawa, którą przyjęła była wręcz komiczna.
- Poznam nowy świat – powiedziałam z szerokim uśmiechem ignorując pytanie przyjaciółki.
- Jaki świat? O czym ty mówisz? – pytała. Już zaczynała się gubić w tym wszystkim.
- Poznałam kogoś – odparłam lekko się garbiąc. Czułam się trochę zażenowana tym, że dałam się tak łatwo omotać obcemu mężczyźnie.
- Widzę iskierki… - powiedziała zszokowana. – Widzę iskierki i… O Boże – jęknęła i padła na łóżko obok mnie. – Mów mi tu wszystko – jej nastawienie diametralnie się zmieniło z karcącej matki na ciekawską plotkarę.
- Może podczas kąpieli, co? – zaproponowałam. Ciepła woda i aromat lawendy to było to, czego w tej chwili było mi trzeba.
Maya kiwnęła głową i ruszyła do łazienki. Westchnęłam i z wielkim ociąganiem podniosłam się z łóżka i poszłam za nią, gdy usłyszałam szum lecącej wody. Zamknęłam drzwi od łazienki i zaczęłam zdejmować ubranie. Przed Mayą nie wstydziłam się swojego ciała. Nie miałam przed nią sekretów, tak samo, jak ona przede mną. Była dla mnie siostrą. Bezpieczną opoką, która zawsze zgarnie mnie w swoje ramiona i nie puści, dopóki nie poczuję spokoju w duszy.
Związałam włosy w koczka i weszłam do gorącej wody. Odetchnęłam głęboko, gdy przyjemna błogość ogarnęła całe moje ciało, a do nozdrzy dostał się zapach lawendy.
- Noo… - ponagliła mnie Maya siadając na brzegu wanny.
- Ktoś tu jest niecierpliwy – cmoknęłam. – Ma na imię Louis i jest aktorem – odparłam przygnieciona wyczekującym wzrokiem przyjaciółki. Zamknęłam oczy i oparłam się o wannę. – Wpadłam na niego i się zaczęło. Na początku myślałam, że jest szarmancki i uczynny, ale to tylko dla wybranych – na mojej twarzy pojawił się grymas. – No ale… Powiedziałam mu, że jestem służką księżniczki o imieniu Susan…
- Oryginalnie jest podać swoje drugie imię, którego prawie nikt nie zna – jej głos, aż przeciekał ironią.
- Spanikowałam – usprawiedliwiłam się szybko. - Tym bardziej on uważa arystokrację za takich samych krętaczy, jak ja, ale zaszufladkował mnie do ludzi typu mojej matki – jęknęłam zrezygnowana.
- On się dowie prędzej czy później – powiedziała poważnym tonem, jawnie bojąc się o mój późniejszy stan emocjonalny.
- Wiem. Ale nie mogę już tego odkręcić – wzruszyłam ramionami.
- Wszystko się da. Trzeba tylko chcieć – oznajmiła, tak jakby to była najprostsza rzecz na świecie.
- Powiem mu, ale zaraz przed wyjazdem. On chce mi pokazać swój świat, a ja chcę się tam znaleźć. Chcę poczuć tą wolność – uniosłam ręce w górę pochłonięta marzeniami o tych cudownych chwilach.
- A jeśli to nie będzie takie piękne, jak myślisz? – zapytała z lekką obawą. Otworzyłam oczy i ujrzałam jej zatroskany wzrok.
- Nic nie jest ani w pełni białe, ani w pełni czarne. Ale ja chcę od życia czegoś więcej. Pozwól mi na to i podążaj za mną. Podaruj mi swoje wsparcie, jak zawsze – chwyciłam jej drobne dłonie w swoje. – Pozwól, aby to serce zabiło szybciej – przyłożyłam jej piąstki do swojego serca i patrzyłam na nią błagalnie. Jej wiara jest mi potrzebna, jak powietrze. Zacznę się dusić, kiedy mnie opuści.
- Zawsze będę przy tobie. Nie ważne co się stanie, będę trwać u twego boku. Niezależnie jaka będzie twoja decyzja – powiedziała, a na jej twarzy pojawił się lekki uśmiech. Złożyła pocałunek na moim czole. – A teraz… Jakie są twoje rozkazy? – zapytała już weselej.
- Potrzebuję jakiejś, hmmm… - zamyśliłam się, czy aby na pewno powinnam użyć tego określenia, aby nie zrazić jej do Louisa. – seksownej sukienki – raz kozie śmierć, pomyślałam. Maya wyszczerzyła oczy. – Oh, ale bez przesady. Ma być taka… No w stylu normalnej dziewczyny, która idzie na imprezę – wyjaśniłam trzepocząc rzęsami, aby ją udobruchać. Maya wykrzywiła usta w grymasie i pokręciła z politowaniem głową.
- Jestem dziś zwolniona ze wszystkich prac, na rzecz seksownej-ale-nie-za-bardzo sukienki? – zapytała po krótkiej chwili ciszy.
- Kocham cię – cmoknęłam grzbiet jej nadgarstka. Ta sukienka będzie piękna.

Maya właśnie zapinała suwak prostej beżowej sukienki, gdy do komnaty wszedł Dorian.
- I znów… - westchnęłam kiwając głową. Oczywiście nie miałam nic przeciwko temu, że od tak sobie wchodzi do mojego pokoju, ale uwielbiałam się droczyć.
- Ja również niezmiernie się cieszę, że cię widzę – ukłonił się nisko. – Mamy jeszcze trzydzieści minut. Zdążycie? – zapytał z lekką kpiną. Dorian miał staroświeckie poglądy, co do szybkości przygotowań kobiet.
- Kończymy. I nie spinaj się tak – machnęłam ręką i sięgnęłam po szpilki na platformie pasujące do sukienki ku uciesze mojej wielmożnej matki. – Ona nic ci nie zrobi, póki jestem tu ja i ciocia. Nie ma do tego prawa, nawet jako królowa – wsunęłam buty na stopy i usiadłam na kanapie obok Doriana, który aż pożerał wzrokiem pochylającą się Mayę. Szturchnęłam go kilka razy łokciem w ramię. Gdy wreszcie uraczył mnie swoim spojrzeniem nieco speszony uśmiechnęłam się chytrze.
- Co? – zapytał, jak gdyby nigdy nic.
- Oh, ty już doskonale wiesz co – szepnęłam konspiracyjnie wbijając mu palec w klatkę piersiową. – Jesteś chyba za stary na samo wzdychanie – zakpiłam. Rozszerzył oczy i już miał się odezwać, gdy podeszła do nas Maya.
- O czym tak szepczecie? – zapytała niczego nieświadoma.
- O niczym szczególnym – uśmiechnęłam się i przesunęłam, aby Maya mogła usiąść obok Doriana, czego jednak nie zrobiła.
- A pochwaliłaś mu się, co odwaliłaś? – spytała z kpiną. Robiła spore postępy w komunikacji z szatynem, a jesteśmy tu ledwo dwa dni.
- Odwaliła co? – Dorian spojrzał na mnie nieco zaniepokojony.
- Poznałam faceta i będę się wieczorami wymykać, aby pokazał mi, jak żyją ludzie w moim wieku – powiedziałam na jednym wydechu. Dorian wyszczerzył oczy, po raz kolejny tego dnia.
- Oszalałaś?! – wybuchł. – Nawet go nie znasz! Ludzie w tych czasach nie są tacy wielkoduszni. Nie ważne, bogaty czy biedny, wszystko robią, aby to oni mieli najwięcej korzyści – skarcił mnie, a ja poczułam nagły przypływ gniewu. Nie mogłam pozwolić, aby obrażał Louisa, nawet go nie znając.
- Louis taki nie jest! – podniosłam głos. – Może i nie jest wielce szlachetnym człowiekiem, ale nie jest zły!
- Louis? – powtórzył, jakby tylko to imię do niego dotarło. – Ten aktorzyna? Nie mogłaś gorzej trafić, uwierz mi – wyznał już spokojniej. – Zakończ tą znajomość póki jeszcze się nie zaczęła – położył dłoń na moim ramieniu w pokrzepiającym geście. – Wychował się w bardzo złych warunkach, ale gdy tylko ktoś wyciągał do niego rękę on ją odtrącał. Powiedział ci pewnie, że wszyscy równali go z błotem – kiwnęłam głową, jako potwierdzenie jego słów. Czułam się coraz bardziej niepewnie. – To on ich z nim równał. Młodszy, starszy, nieważne – w moich oczach pojawiły się łzy. Nie chciałam tego słuchać. Nie wiedziałam czy to, co mówił Dorian jest prawdą czy kłamstwem, aby odciągnąć mnie od tego nieznanego świata. – Louis jest znany jako kobieciarz. Jeśli był dla ciebie miły to znaczy, że chce cię zaciągnąć do łóżka i nic więcej – z trudem udało mi się powstrzymać łzy.
- O-on taki nie jest – wyszeptałam. Dorian przygarnął mnie do siebie w czułym geście.
- Przykro mi. Nie wierzę, aby się zmienił – pogładził mnie po głowie.
- Skąd tyle o nim wiesz? – zapytała Maya siadając za mną i opierając się o moje plecy w geście pocieszenia.
- Byliśmy sąsiadami. Moja rodzina też nie należała do tych szczęśliwych, ale u niego było istne piekło. Nie wiem dokładnie, co się tam działo, ale nie było dnia, w którym nie byłoby w jego domu krzyków, albo nie miałby jakiegoś siniaka – westchnął zmuszony wrócić do tych mrocznych czasów swojej przeszłości. – Chciałem mu kiedyś pomóc, ale złamał mi rękę – zaśmiał się, jakby z własnej głupoty. – Stałem się dla niego workiem treningowym. Był większy i silniejszy ode mnie, więc po prostu się dawałem – zadrżałam. Jeśli jest aż tak źle, to czy aby na pewno nie podniesie ręki na mnie? Pomyślałam. – Nigdy nie uderzył kobiety, możesz być pewna – powiedział szybko, jakby czytał mi w myślach. – Chcę, abyś na niego uważała, bo tylko ty będziesz cierpieć – potarł opiekuńczo moje ramię. – Cokolwiek postanowisz, ja będę cię wpierał, a moje ramie jest gotowe, aby przyjąć twoje łzy – zaśmiałam się na te słowa. Był dobrym przyjacielem. – A teraz musimy już iść – oznajmił i zmusił mnie do wstania.
- Dziękuję – rzekłam i pocałowałam Doriana w policzek. Była mu naprawdę wdzięczna, że mi to powiedział. Dzięki temu wiedziałam, że muszę zachować jakiś dystans między mną a Louisem.

Śniadanie tym razem przebiegało w idealnej ciszy, przerywane tylko stukotem sztućców o talerze. O dziwo nawet ciocia siedziała cicho. W powietrzu unosiła się dość ciężka atmosfera, przez którą się dusiłam.
Zaraz po skończeniu posiłku chciałam, jak najszybciej wyrwać się z pałacu, aby zaczerpnąć trochę świeżego powietrza. Niestety wzrok mojej matki, który wbił się we mnie niczym ostre sztylety nie pozwolił mi na kontynuację mojego zamierzenia. Nie mogłam tak po prostu wyjść.
- Mam dla ciebie wspaniałą wiadomość, Rosaline – oznajmiła głosem przepełnionym ironią. Zero miłości, zero czułości. Tylko czysta ironia.
Stanęłam wyprostowana przed królową. Uniosłam dumnie podbródek, aby pokazać jej, że nie zdoła mnie zastraszyć.
- Słucham – rzekłam obojętnie. Jakbym była z kamienia. Idealna rzeźba, którą nie chciałam się stać.
- Lady Tamara na czas naszego pobytu tu dotrzyma ci towarzystwa – rozszerzyłam oczy, ale szybko wróciłam do swojej „maski”. – Ponoć masz zaległości. Nadrobisz to – zatrzepotała swoimi nienaturalnie długimi rzęsami, a jej przesłodzony uśmieszek wywoływał we mnie mdłości.
- Mirando, ona ma wakacje. Odpuść jej – wstawiennictwo cioci nie pomogło zbyt wiele. Matka rzuciła jej tylko zimne spojrzenie.
- Braki to braki. Księżniczka nie może sobie na to pozwolić – zacisnęłam dłonie w pięści tak mocno, że pobielały mi knykcie. – Lady Tamara chce cię widzieć w salonie głównym punkt dziesiąta. Zero spóźnień – uniosła palec, niewerbalnie mi grożąc.
- Oczywiście – syknęłam przez zęby, aby przypadkiem nie opluć ją żółcią i dygnęłam z gracją.
- Możesz już iść – machnęła na mnie ręką, jak na uciążliwą służkę. Przełknęłam przekleństwa razem z wielką gulą i odwróciłam się, aby wrócić do siebie. Szłam sztywno, jakbym miała na głowie tuzin książek. To nie jest matka, to tyran, pomyślałam.

Wpadłam do pokoju, jak strzała i padłam na łóżko. Krzyknęłam zagłuszona poduszką, w którą wcisnęłam głowę. Zacisnęłam kołdrę w pięściach, ale nawet to nie pomogło. Moje paznokcie i tak zostawiły półkoliste odciski na wewnętrznej stronie moich dłoni.
- Co się stało? – zapytała zmartwiona Maya siadając przy mnie na miękkim materacu.
- Wiedźma przywołała koleżankę – burknęłam wściekła.
- Boże – jęknęła Maya. Głos jej się załamał. Doskonale zdawała sobie sprawę, co oznaczały moje słowa. Spojrzałam na nią. Była blada, a jej warga niebezpiecznie drżała. Bała się. Bała się lady Tamary. To stare próchno – bądźmy szczerzy, nawet tak wygląda – ciągle jej ubliżało. Maya unikała jej, jak ognia. Rozumiałam to doskonale. Sama miałam ochotę od niej uciekać.
- Nie pozwolę cię skrzywdzić – podniosłam się i chwyciłam przyjaciółkę za dłonie. – Ty będziesz zostawać w tym skrzydle, a Dorian będzie mi towarzyszył. W razie czego będę bronić twojego honoru – puściłam jej pocieszająco oczko, na co uśmiechnęła się delikatnie. Miała śliczny uśmiech. Wąskie brzoskwiniowe usteczka, które nie potrafiły skłamać. Pożądana cecha, ale również i przekleństwo.
- Wybrałam już materiał na twoją sukienkę. Myślisz, że dasz radę się wymykać, kiedy czarownica będzie cię pilnować? – zapytała zmieniając temat.
- Ona, jak i królowa nie zbliżają się do mojego skrzydła. To ja muszę do nich latać. Przejścia są tu, więc nie widzę zagrożenia – wzruszyłam ramionami zupełnie lekceważąc prawdopodobne konsekwencje.
- A jeśli cię zawołają, a ciebie nie będzie? – pod osłoną zamartwienia ukryła cichą sugestię, że powinnam sobie darować tego „niebezpiecznego typka”.
- Będę się z nim spotykać w takich porach, że one na pewno mnie nie zawołają. Są tak wyczerpane swoimi obowiązkami, że po kolacji od razu idą spać, aby zregenerować siły przed kolejną tyranią– fuknęłam. Pokręciłam głową, aby odrzucić z głowy mroczne plany, aby się ich jakoś skutecznie pozbyć z tego świata. „Księżniczce tak nie wypada”.
- Uważaj na niego, dobrze? – spojrzała czule w moje oczy.
- Dobrze, dobrze – machnęłam ręką, co nie znaczyło, że bagatelizowałam ostrzeżenia przyjaciółki. – To co z tą sukienką? – zagadnęłam.
- Czarna. W miarę elastyczna, ale przylegająca do ciała. Wybrałam materiał, który jest dostępny wszędzie Po niskiej cenie, aby nie skojarzono cię z księżniczką, albo złodziejką, jeśli by do tego doszło. A jedwab na taką imprezę nie pasuje – uśmiechnęła się promiennie. Uwielbiała szyć. Wychodziło jej to perfekcyjnie, a ja byłam jej jedyną modelką. Znała moje wymiary na pamięć. Przestałam rosnąć rok temu, a jakbym utyła… Nawet nie chciałam myśleć o konsekwencjach tego karygodnego czynu.

Punkt dziesiąta pełna królewskiej gracji weszłam do salonu głównego, w którym już krzątała się lady Tamara. Nie była u siebie, a układała wszystko tak, jak jej odpowiada. Prychnęłam pod nosem, co na szczęście nie zostało wyłapane przez tą „czarownicę”.
- Witam, lady Tamaro – dygnęłam przed nią okazując jej fałszywy szacunek. To ona powinna mi się kłaniać. Przynajmniej uraczyła mi skinieniem głowy.
- Ja też cię witam, księżniczko Rosaline – jej krzykliwy głos nadwyrężał moje bębenki, czego nie dałam po sobie poznać żadnym grymasem. Nie mogłam dać jej tej satysfakcji. – Dziś zaczniemy od geografii, później historia, przed samym obiadem przypomnimy sobie savoir-vivre przy stole, po obiedzie lekcja gry na skrzypach, a później trochę się zrelaksujemy podczas przejażdżki konno – wymieniając dzisiejsze „rzeczy do zrobienia” jej ton był bardzo wyniosły, a dłonią machała na wszystkie strony.
- Zrozumiałam. Zaczynajmy – odpowiedziałam z pogodnym wyrazem twarzy, podczas gdy w duszy wrzeszczałam, żeby mnie ktoś uratował. Niestety mój książę nie był skory nawet do pomocy biednej staruszce.
blog_be_4901065_7587715_sz_anime_vampire.jpg


Może rozdział i nie należy do najlepszych, ale zawsze taki w opowiadaniu musi się znaleźć. Bo przecież gdyby nie on, nie dowiedzielibyśmy się czegoś o przeszłości Louisa i Doriana ^^
I tak poznaliśmy lady Tamarę ^^ jej wygląd będzie opisany w następnym rozdziale, więc wasza wyobraźnie nie musi się tak męczyć, aby ją sobie wyobrazić ;) Na razie musi wam wystarczyć jej krzykliwy głos ;)
Mam nadzieję, że się podoba ^^
Do zobaczenia następnym razem :*
  • awatar Za jakie grzechy,dobry Boże!?: Trochę się zszokowałam jeśli chodzi o Louisa... Taka przeszłość... Br.. Ale cos czuję, że księżniczka pozwoli sobie na zakazany owoc ;) Jeśli chodzi o lady Tamarę to AWWW! Aż mi się babka od matmy przypomniała :D
  • awatar Lisa Angels: Piszę ten komentarz 3 raz i więcej razy nie będę. Nie zazdroszczę jej matki i nauczycielki, wiedźmy jedne, profanują wakacje. Wiedziałam, że z Luisa niezłe ziółko, ale cieszę, się, że przyjaciele ostrzegli ją przed nim, bo nie lubię naiwnego wierzenia, że nic jej się nie stanie z nowo poznanym facetem.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›