Wpisy użytkownika Sayori Nekomori z dnia 25 marca 2015

Liczba wpisów: 2

sayorinekomori
 
Przedstawiam państwu kolejny z ckliwych romansideł (które uwielbiam ^^) pt. "Princess"
To będzie krótka historia wakacyjnej miłości pewnej księżniczki, której nie podoba się sposób rządów.
Przewiduję cztery rozdziały, ale sądząc po limitach pingera to pomęczymy się z nim razem :)
Mam nadzieję, że się wam spodoba ^^
PS. Żadnych nazwisk i nazw państw!! To nie błąd czy moje przeoczenie. Tak ma być ;)

GŁÓWNI BOHATEROWIE

blog_px_4890401_7547151_sz_d-horz.jpg


BOHATEROWIE DRUGOPLANOWI

- królowa Miranda
- księżna Alexandra
- Maya
- Dorian
- Lady Tamara
- Ron
(bohaterowie mogę się pojawić w trakcie opowiadania...)

PROLOG

   Ciężkie jest życie księżniczki. Ciągłe zakazy i nakazy. Tłamszenie swojego prawdziwego „ja” dla etykiet, długich, bogatych sukien i delikatnych dygnięć kierowanych dla spasionych lordów, którzy tylko udają miłych i dobrze wychowanych. Tak naprawdę są lubieżnymi zwierzętami, którzy chcą położyć swoje brudne łapska na młodych damach. Byłam kiedyś tego świadkiem. Od tamtej pory straciłam szacunek do tych starych pryków. Oh, gdzież moje maniery! Do tych wielmożnych arystokratów.
   Gdybym tylko mogła, powiedziałabym co tak naprawdę myślę o tych wszystkich nadętych bufonach z wypchanymi portfelami. Jednak ten czas jeszcze nie nadszedł. Ani ja, ani społeczeństwo nie jest gotowe na takie rewelacje.
   „Przecież księżniczce tak nie wypada! To bardzo wpływowi ludzie, którzy mogą wiele wnieść w nasze życie! Im więcej takich sprzymierzeńców, tym silniejsze jesteśmy! Powinnyśmy z nimi trzymać, inaczej ktoś zabierze nam nasz dobytek”. Tak mówi moja matka. Kocham ją, ale nie podzielam jej zdania.  To, jak sprawuje władzę otworzyło mi oczy, jacy naprawdę są bogacze. Łasi na władzę i pieniądze. Nie uznający żadnych wartości. Tylko bogactwo. Nie chcę taka być! Wolę już być tym „nic niewartym plebsem” niż kiedyś zasiąść na tronie i rządzić w ten sposób. Przecież poddani i ich potrzeby są najważniejsze, a nie to ile mamy pieniędzy. Szkoda, że tylko ja tak myślę. Zmienię to. Zmienię wszystko. Nie będę taka, jak moja matka. Przekażę wszystkim całą prawdę i sprawię, że mój kraj będzie szczęśliwy. Wolny od dyktatury, nierówności i poniżenia. Czuję, że niedługo moje życie się zmieni. Już się nie mogę doczekać.
----------

Hah, prolog dupy nie urywa, nie zaciekawia, ale mam nadzieję, że was nie zniechęcił ;)
Biorę się za rozdział pierwszy. Jeśli dobrze pójdzie, to jeszcze dziś go ujrzycie, a jak nie to ewentualnie w piątek wieczorem :)
Pozdrawiam :*
  • awatar Setton: Zapowiada się ciekawie :3 :D
  • awatar Seiti: Lubię historie o władzy i intrygach.
  • awatar Emiko Senju: Hah! Zainspirowałaś mnie tą buntowniczą księżniczką ^^
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

sayorinekomori
 
- Rose – poczułam lekkie szarpnięcie za ramię. Potrząsnęłam głową, aby całkowicie się obudzić. – Jesteśmy już na miejscu – oznajmiła cicho Maya uśmiechając się do mnie życzliwie. Odwzajemniłam ten gest. Brunetka była ode mnie dwa lata młodsza, ale za to bardzo piękna. Współczułam jej takiego losu. On powinna teraz przeżywać swoje pierwsze miłości i chodzić do szkoły, a nie usługiwać rodzinie królewskiej.
Drzwi od limuzyny otworzył mi młody mężczyzna o łagodnych rysach twarzy. Od razu pomyślałam o swoim ojcu. Potrząsnęłam głową, aby wypędzić złe myśli. Nie pora na melancholie. Wysiadłam z samochodu i kiwnęłam głową w stronę lokaja.
- Dziękuję – powiedziałam miłym głosem. Nie wydawał się fałszywy, przez co zasłużył sobie u mnie na dobre maniery.
- Witamy panienkę. Nazywam się Dorian i na czas pobytu u nas będę panience służył – ukłonił się nisko. Te wyuczone na pamięć regułki wywoływały u mnie irytację, ale jako dobra księżniczka nie dałam tego po sobie poznać.
- Ale mam już służkę – wskazałam na Mayę, która wysiadła z limuzyny. Na jej policzkach widniał uroczy rumieniec, który próbowała zakryć grzywką. Bezskutecznie.
- Nalegam przyjąć moją pomoc. Ten pałac jest wielki, a sądzę, że ta urocza dama jest w nim po raz pierwszy – uśmiechnął się uwodzicielsko w stronę brunetki. Ta natomiast zgarbiła się, a jej twarz zrobiła się jeszcze bardziej czerwona. – Nie chciałbym, abyście się zgubiły. Jaśnie pani nie lubi spóźnialskich – odparł już do mnie. Jakbym o tym nie wiedziała, burknęłam w myślach. Już się zadomowiła.
- W takim razie, zaopiekuj się nami, Dorianie – z mojej twarzy nie schodził uśmiech, gdy widziałam te ukradkowe spojrzenia wysyłane między tą parą. Romantyczne, pomyślałam.
Szatyn otrząsnął się przybierając już wyraz twarzy godny idealnego lokaja.
- Proszę za mną – skinął głową, a ja złapałam go pod ramię i pozwoliłam się poprowadzić. Byłam pewna, że wolałby Mayę, zamiast mnie, ale dopóki moja matka ma na wszystko oko nie mogę dopuścić, aby ich nowonarodzone uczucie zostało zduszone w zarodku. Ona była do tego zdolna. Kochała niszczyć, a uczucia, takie jak miłość już w szczególności.
- Mogę o coś zapytać? – spytał Dorian, gdy już znaleźliśmy się w odpowiednim skrzydle pałacu, który należał tylko do mnie.
- Ale najpierw sobie coś wyjaśnimy – zatrzymałam się i stanęłam przed nim. Mimo obojętnej miny w jego oczach widziałam rozczarowanie. Moja matka pewnie już nim zmiotła podłogę. – Nie musisz zwracać się do mnie tak oficjalnie. Kiedy jesteśmy w moim skrzydle i nie ma w pobliżu mojej matki albo jakiejś z jej służek to możesz śmiało mówić mi po imieniu – uśmiechnęłam się szeroko powstrzymując śmiech na widok jego zszokowanej miny i opadającej żuchwy.
- Yyy.. Eee? – wyjąkał, a ja nie wytrzymałam.
- Oho, pewnie uznałeś, że jestem taka sama, jak moja matka. Rosaline, ale możesz mi mówić Rose – wyciągnęłam do niego dłoń, jak do równego sobie. Bo tak też uważałam. Pod statusem i skórą jesteśmy tacy sami.
Dorian niepewnie odwzajemnił gest. Był skołowany. Nie wiedział co robić.
- Proszę wybaczyć. Ten ton mnie zdezorientował – speszył się.
- Spokojnie, droczyłam się tylko – machnęłam ręką. Spojrzałam na Mayę, która tylko stała za mną ze spuszczoną głową. Pokręciłam z ulitowaniem głową. Jeśli tak się prawy mają, to wyjedziemy zanim się do niego odezwie, pomyślałam i przyciągnęłam biedną dziewczynę do siebie. – A to jest Maya – czy można być jeszcze bardziej czerwonym? Oh, Maya pobiła chyba wszelkie rekordy. – Musisz jej wybaczyć, jest bardzo nieśmiała.
- Miło mi cię poznać, Mayu – chwycił jej drobną dłoń i ucałował jej wierzch. Dorian złamał kolejną zasadę „idealnego” lokaja witając w taki sposób zwykłą służkę w obecności arystokracji. Ba! W obecności samej księżniczki. Jednak ja nie jestem swoją matką. Taki widok tylko raduje moje serce. Sama chciałabym się poczuć w ten sposób.
- Maya – szepnęłam nagląco wymuszając na niej odpowiednie maniery.
- M-miło mi, D-Dorianie – wyjąkała szybko odsuwając od niego dłoń, gdy ten ją puścił.
- Przed wami jeszcze wiele pracy – mruknęłam, ale bardziej do siebie. – Chodźmy dalej – zarządziłam. – Chciałeś o coś zapytać, prawda? – przypomniałam.
- Ah, tak! – otworzył drzwi do mojej komnaty o szaro-różowych ścianach i wskazał ręką, abyśmy weszły. – Chciałem zapytać, czemu panienki nie przyjechały razem z królową – odparł, a ja spojrzałam na niego karcąco.
- O ile dobrze pamiętam przeszliśmy na „ty” – westchnęłam siadając na miękkiej mocno różowej kanapie poprawiając suknię.
- Oh, przepraszam – speszył się. – Więc, czemu nie przyjechałyście z królową? – zapytał już poprawnie.
- Bo chciała trochę wami poomiatać, aby was, hmmm… utemperować? To jej sposób na pokazanie mi, że królowej każdy jest posłuszny, nie ważne, że nie jej służą bezpośrednio – powiedziałam beznamiętnie. – Ta kobieta – warknęłam. – Zrobiła ci coś? – zapytałam z troską. – Maya! – krzyknęłam widząc poczynania dziewczyny. Ta wzdrygnęła się wypuszczając z rąk jedną z moich sukienek. – Zostaw to. Po obiedzie się rozpakujemy – zarządziłam w poklepałam miejsce obok siebie, aby usiadła. – A ty nie stój tak, tylko siadaj – wskazałam Dorianowi fotel. Ten wykonał posłusznie mój „rozkaz”. – To na czym my to… - zamyśliłam się próbując sobie przypomnieć temat naszej rozmowy. – Ah! To co? Zrobiła ci coś? – zapytałam patrząc na niego wzrokiem wymuszającym całkowitą prawdę.
- Nic specjalnego. Tylko krzyczała, że jestem do niczego. Na początku miałem służyć królowej, ale kiedy uznała, że jestem beznadziejny we wszystkim czego się dotknę kazała mi czekać na ciebie i tobie uprzykrzać życie – spuścił głowę lekko zażenowany.
- Mam nadzieję, że jej nie uwierzyłeś. Nie jesteś tak zły, jak ona mówi. Ona czepia się wszystkiego, nawet jeśli jest wykonane w idealny sposób – uśmiechnęłam się pokrzepiająco. – Prawda, Maya? – zwróciłam się do przyjaciółki szczerząc się, jak głupia do sera.
- T-tak – przytaknęła i zamknęła oczy. – Może nie powinnam tego mówić, ale królowa to nienajlepszy materiał na władcę – powiedziała na jednym wydechu. Byłam z niej dumna. Jakby jeszcze otworzyła oczy. Ale wszystko małymi kroczkami, a na pewno osiągniemy swój cel.
- Gdyby nie fakt, że mój tata zmarł, kiedy byłam dzieckiem to ja bym teraz rządziła. A tak, muszę czekać – wzruszyłam ramionami.
- Liczę, że ten dzień nadejdzie – Dorian uśmiechnął się, a ja już wiedziałam, że będzie dobrym przyjacielem. Szatyn spojrzał na zegarek. – Oh! – krzyknął. – Jak późno! - szybko podniósł się do pionu i ukłonił. – Bardzo przepraszam, miłe panie, ale muszę pomóc w przygotowaniach do obiadu. Gdy już wszystko będzie gotowe przyjdę po panie – wychodząc z komnaty wygładzał jeszcze swój uniform. Gdy drzwi do komnaty się zamknęły odwróciłam się twarzą do Mai i ostentacyjnie poruszyłam brwiami.
- Co? – zapytała zdezorientowana. Jej popłoch i zdenerwowanie wyparowały wraz ze zniknięciem młodzieńca.
- Jak to co? Dorian ci się spodobał. Dorian i Maya. Maya i Dorian. Jak to bosko brzmi! – klasnęłam w dłonie. Niestety brunetka nie podzielała mojego entuzjazmu.
- Nie wiem o co ci chodzi – burknęła, a na jej twarzy znów pojawił się rumieniec.
- Oj wiesz – szturchnęłam jej bark swoim. – Jest miły, przyzwoity, dobrze wychowany i do tego przystojny. Nic tylko brać.
- Czasem nie mogę uwierzyć, że jesteś księżniczką – pokręciła z politowaniem głową. – Ten twój język…
- Oj tam – machnęłam ręką. – Chyba we własnej komnacie mogę być sobą.
- Tak, tak. Ale jak to mówią, ściany mają uszy – oznajmiła jakby od niechcenia. Ta dziewczyna naprawdę mnie zadziwiała. Przy mnie taka wyluzowana, ale kiedy w grę wchodzili inni ludzie to zamykała się w sobie i nie potrafiła normalnie skleić zdania.
- To niech je zatkają – burknęłam i wstałam z kanapy. – Cóż… Trzeba się przebrać. Królowa będzie zdegustowana faktem, że jej córka je obiad w sukni, w której przyjechała – powiedziałam z udawanym dramatyzmem.
Otworzyłam wielką szafę i zaczęłam przyglądać się wiszącym w niej suknią.
- Hmmm… - zamyśliłam się sunąc wzrokiem po zawartości szafy. – O! – krzyknęłam i wyciągnęłam niebieską sukienkę. – Idealna.
Zza chmur wyłoniło się słońce i jego promienie wpadły przed szyby w ogromnych oknach rozciągających się po całej ścianie i zaczęły drażnić moje oczy. Od razu zasłoniłam je dłonią.
- Zasłonisz? – poprosiłam, a Maya od razu pociągnęłam za gruby materiał zasłon i uniemożliwiła dostęp promieniom słonecznym do pokoju.
- Twoje oczy… - zaczęła cicho. – Są piękne. Są rude, a w świetle słonecznym czerwone. Piękne – rozmarzyła się. Do dziś nie wiem, dlaczego tak lubiła barwę moich tęczówek.
- Dziękuję. To jedyne co mam po tacie – zaśmiałam się nerwowo. – Co za ironia. Nie chcę być, jak matka, a jestem jej małą kopią.
- Nie mów tak! Jesteś o wiele lepsza – Maya mnie przytuliła. Tego było mi trzeba. Ciepłego uścisku bliskiej mi osoby. – A teraz – odsunęła się ode mnie i złapała mnie za dłonie. – Wybierzemy buty do tej sukienki i jakieś dodatki – uśmiechnęła się promiennie.
- A jeszcze chwilę temu nie mogłaś się wysłowić – zakpiłam. Maya w odpowiedzi tylko prychnęła, ale zaraz potem się uśmiechnęła. Nigdy nie brała na poważnie takich żartów. Była naprawdę niezwykłą osóbką.
   
Ostatni raz przejrzałam się w lustrze. Niebieska sukienka bez ramiączek sięgała nieco ponad kolana. Kilka warstw spódnicy dodawały sukni objętości, a gorset ozdobiony był wyszywanym błyszczącą nicią wzorkiem przypominający pnące się winorośle. Na stopach miałam równie niebieskie cekinowe baleriny. Wyglądałam trochę, jak baletnica. Pięknie i delikatnie. Mimo że podobał mi się ten zestaw, moja matka nigdy nie podzieliłaby tego samego zdania. To przykre, że własna matka nigdy nie wyciągnęła do mnie ramion, nigdy nie przytuliła, nie powiedziała dobrego słowa. Wszystko robiłam źle. Nie tak, jak ona oczekiwała. Nieidealna córka „idealnej” królowej.
Maya właśnie zawiązywała mi szarą wstążkę na włosach, gdy rozległo się pukanie.
- Proszę! – krzyknęłam wiedząc kto do nas zawitał. Już poczułam spięcie przyjaciółki.
- Obiad podano, drogie panie – odparł figlarnie i bez ceregieli wszedł do garderoby.
- A gdybym była rozebrana to co? – ofuknęłam go nie mogąc powstrzymać uśmiechu.
- Odwróciłbym się i poczekał, aż się ubierzesz, a potem eskortował do jadalni, gdzie królowa już się niecierpliwi – cieszyło mnie to, że już się za klimatyzował w naszej małej rodzinie.
- Już nie może wytrzymać? – zakpiłam zakładając na ramiona szary sweterek. – Co za kobieta! Jak jest taka głodna to niech zaczyna beze mnie. Maya, gotowa? – zapytałam spoglądając na przyjaciółkę. Ta poprawiła prostą żółtą sukienkę i przytaknęła.
Całą trójką ruszyliśmy do jadalni. Dorian znów przemienił się w cud-lokaja, aby pokazać mojej matce, że jest coś wart, a ja byłam pod wrażeniem jego zdolności aktorskich.
- Jak ty wyglądasz? – zero „Witaj” ani „Jak ci minęła podróż?”. Nic tylko kolejna dawka irytacji do mojej osoby.
- Mi też bardzo miło cię widzieć, matko – powiedziałam z ukrytą wrogością i dygnęłam, tak jak sobie tego życzyła matka. – Ta sukienka wisiała w szafie – oznajmiłam siadając na krześle, które odsunął dla mnie Dorian. – Spodobała mi się, więc postanowiłam ją założyć – kiwnięciem głowy podziękowałam chłopakowi. – Jest zbyt gorąco na tyle warstw, nie sądzisz? – zapytałam patrząc na kobietę, która mnie urodziła. Tylko i wyłącznie urodziła.
- Twoje zachowanie jest nieodpowiednie. Zmień je – zażądała, jakby to była najzwyklejsza rzecz na świecie. Jakby prosiła kucharza, aby zmienił menu na następny dzień, tak mi kazała się zmienić, abym wreszcie była tą idealną księżniczką, którą mogłaby pomiatać.
- Przykro mi, ale oczekujesz niemożliwego. Tym bardziej nie sądzę, abym zachowywała się wobec ciebie nieprzyzwoicie – odparłam i zaczęłam rozkoszować się zupą z grzybów, która aż się prosiła, aby jej skosztować.
- Nie skończyłyśmy rozmawiać, a ty już zaczynasz jeść. Co za brak wychowania – syknęła. – Gdzie popełniłam błąd? – mruknęła bardziej do siebie, ale na tyle głośno, aby każdy w jadalni to usłyszał. Przemilczałam ten komentarz, aby nie przysporzyć sobie kłopotów.
Po krótkiej chwili dołączyła do nas ciocia Alexandra.
- Oh, przepraszam! Mały problem z ogrodnikiem, ale już wszystko w porządku – uśmiechnęła się i usiadła na swoim miejscu odmawiając przy tym pomocy lokaja.    Uwielbiałam ciocię. Była dla mnie wzorem prawdziwej matki, mimo że nie miała dzieci. To ona mnie wychowała. Wszystko brała na spokojnie, nie denerwowała się, gdy nie było potrzeby i nie wykorzystywała innych. Ingerowała w życie swojej służby pomagając im w najdrobniejszych czynnościach. Była zupełnym przeciwieństwem swojej młodszej siostry. Czasem patrząc na nie, nie mogłam uwierzyć, że łączą je więzy krwi. To było takie nierealne, a jednak prawdziwe.
- Smacznego, moje drogie – uśmiechnęła się do mnie. – A wy? Czemu tu tak stoicie? W kuchni czekają na was wasze porcję – zwróciła się do służby.
Moja matka obrzuciła ja krytycznym spojrzeniem, ale ciocia to zbagatelizowała. Dorian razem z dwoma innymi lokajami się ukłonili, a Maya dygnęła i cała czwórka zniknęła w kuchni.
- Alexandro! Co ty robisz? Ich obowiązkiem jest pomagać nam w każdej możliwej sekundzie, a ty ich tak po prostu odsyłasz? – moja matka nigdy by tego nie zrobiła. Mogliby umierać z głodu, a ona nie odesłałaby ich, póki nie dokończyliby pracy. Po trupach do celu, tak?
- Mirando, to też są ludzie. Też mają swoje potrzeby. Chyba nie potrzebujesz lokaja, aby zjeść, co? – ciocia jawnie z niej zakpiła, a ja ledwo powstrzymywałam się, aby się głośno nie roześmiać. Zazdrościłam cioci, że mogła tak swobodnie mówić o mojej matce to, co chciała. Nawet jako królowa nie mogła nic jej za to zrobić, bo to zaszkodziłoby jej wizerunkowi.
Czerwień na twarzy mojej matki była rozbrajająca. Chciałabym ją kiedyś przyprawić o taki kolor tej bladej, od nadmiaru pudru, twarzy. Kto wie, może pobiłaby rekord Mai?
- Jak ci minęła podróż, kochanie? – spytała mnie ciocia, gdy matka dała za wygraną.
- Spokojnie i szybko. Dziękuję – spojrzałam na moją rodzicielkę, a ta tylko wzruszyła ramionami kompletnie mnie olewając. – Od kiedy jest tu Dorian? Pierwszy raz go widzę.
- Od pół roku – moja matka prychnęła. – Chłopak nie miał się gdzie podziać, więc poprosił mnie o pomoc. Bardzo szybko się uczy. Aż szkoda, że marnuje się jako zwykły lokaj – westchnęła ciocia.
- Nawet bycie lokajem mu nie wychodzi – burknęła pod nosem moja matka, ale nie zwróciłyśmy na nią większej uwagi.
- A ile on ma lat?
- Dwadzieścia dwa – rozszerzyłam oczy w zdziwieniu. Siedem lat różnicy między nim a Mayą… Ale to chyba nie jest problem? W tych czasach wszystkiego można się spodziewać. – Nie wygląda, prawda? Też byłam zdziwiona, ale cóż… Geny – zaśmiała się ciocia.
Resztę obiadu przegadałyśmy o błahych sprawach, co jakiś czas słysząc marudzenie królowej. Coś czuję, że to będą naprawdę ekscytujące wakacje. Ale to dopiero od jutra.

Anime-girl-with-white-hair-and-red-eyes-2.jpg


To pierwszy rozdział mamy za sobą ^^ Może nie jest za ciekawy, ale musiał taki być, aby wprowadzić w ogólne relacje Rosaline z niektórymi bohaterami. Ogólnie to nie sądzę, aby to opowiadanie jakoś szczególnie wstrząsnęło waszymi sercami ^^ Osobiście uważam je za słodkie ;) Tak więc mam nadzieję, że nie zniechęcicie się po tym do całej mojej twórczości :)
Postaram się w piątek coś dla was naskrobać, ale niczego nie obiecuję ;) Jakiś mały ślad, możecie po sobie zostawić ;)
A teraz, oyasuminasai :*
  • awatar Lisa Angels: Skradłaśmoje serce opisem koloru oczu księżniczki. Osobiście uwielbiam uskryte opisy postaci przedstawiane mimochodem. Szczerze nawet się nie obejrzałam kiedy dotatłam do końca, co oznacza, że lekko się czyta. Może i nie było akcji, ale czasem miło przeczytać coś przyziemnego bez olbrzymich "fajerwerków"
  • awatar Za jakie grzechy,dobry Boże!?: Czekam na drugi. Tematy księżniczek sa mi obce, więc poczytam ;) Może mi przypadnie do gustu.. Widząc jak piszesz, pewnie TAK XD EJ! MAM NADZIEJE NA MIŁOŚĆ!!!
  • awatar Dath: słońce przepraszam ale nie chce mi się czytać całego xd ale kawałek przeczytałam i bardzo mi się podobał, jak zawsze zresztą :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›