Wpisy użytkownika Sayori Nekomori z dnia 27 lutego 2015

Liczba wpisów: 1

sayorinekomori
 
Po raz kolejny spóźniłam się na autobus. Na samym początku po prostu odjeżdżał i zostawiał mnie za sobą, stojącą z luźno spuszczonymi rękoma po bokach. Czułam się niewidzialna, jakbym była tylko duchem, który żarliwie próbuje sobie wmówić, że jednak posiada ciało, które wszyscy widzą. Jednak żyłam, miałam ciało, ale ludzie traktowali mnie, jak powietrze. Nie patrzyli na mnie, nie rozmawiali ze mną, nic. „Co jest ze mną nie tak?” Często pytałam samą siebie, ale do dziś nie znam odpowiedzi na to pytanie. Ciągle jestem niewidzialna, ale jest ktoś, kto mnie zobaczył. Od tamtej pory zawsze zatrzymywał dla mnie autobus. Nie wymieniliśmy ze sobą żadnego zdania, nasze spojrzenia się nie skrzyżowały, ale zawsze zatrzymuje dla mnie autobus.
Nie ważne, jakbym się śpieszyła, zawsze spóźniam się na autobus. Biegnę na przystanek, ale widzę, że już odjeżdża. Krzyczę i macham, ale kierowca jakby mnie nie widział. Nagle się zatrzymuje i otwiera drzwi dla mnie. Wsiadam i przepraszam. Widzę tego chłopaka. Ma blond włosy i niebiesko-szare oczy, w które mogłabym patrzeć godzinami. To miłość od pierwszego wejrzenia. Nie rozmawiałam z nim nigdy, ale wiem, że go kocham. Siedzę dwa siedzenia za nim i przyglądam się tyłowi jego głowy i słucham jego głosu, jego śmiechu. Zawsze siedzi ze swoim przyjacielem. Rozmawiają o błahych rzeczach, które nawet na moich ustach wywołują uśmiech. Gdy jego przyjaciel jest cichy, ten tylko patrzy w okno. Patrzę na niego i słucham jego głosu i myślę, że jest piękny.
Mimo że to czerwiec i koniec roku ciągle jeżdżę do szkoły tym samym autobusem i ciągle się spóźniam. Jednak on zawsze go dla mnie zatrzymuje. Chciałabym kiedyś podziękować, temu pięknego chłopcu, ale boję się. Boję się, że jeśli to zrobi pomyśli, że jest ze mną coś nie tak i nagle stanę się dla niego niewidzialna i już nigdy nie zatrzyma dla mnie autobusu. To jest nasz mały rytuał. Nie mogę pozwolić, aby to się skończyło. Jednakże od pewnego czasu coś jest nie tak. Uśmiecha się, ale ten uśmiech jest inny. Pusty, wymuszony, nieszczery. A jego oczy? Te błękitno-szare jeziorka teraz, jakby puste, zimne, bez tych iskierek, które porównać można do promieni słońca odbijających się w tafli wody. Jego przyjaciel stara się go jakoś rozweselić. Mimo to, nadal tylko pusto się uśmiecha. Na dworze jest ciepło, a on nosi bluzę z długim rękawem. Co jakiś czas naciąga rękawy jeszcze bardziej, jakby próbował coś ukryć. Stało się coś złego, a ja nie mam na tyle odwagi, aby podejść do niego i mu pomóc. Boję się, że stanę się dla niego niewidzialna, więc siedząc dwa siedzenia za nim myślę, że jest piękny.
To był właśnie chłopak, który codziennie o siódmej rano zatrzymywał dla mnie autobus. Chłopak, którego znaleźli rodzice, zaraz po tym, jak się zastrzelił. Obwiniam się, za to, że to zrobił. Codziennie zastanawiam się, jakby się to potoczyło, gdybym podeszła do niego i spróbowała pomóc. Jednak moje gdybanie go nie wskrzesi. To koniec. Codziennie myślę o tym pięknym chłopcu i o jego pięknych oczach. Chciałabym cofnąć czas. Moja pierwsza miłość popełniła samobójstwo. Tego nie da się już naprawić.
Idę chodnikiem aleją kolorowych drzew. Złote, czerwone i pomarańczowe liście tańczą wokół mnie na wietrze. Nie są już tak piękne, jak kiedyś. Dokładnie rok temu po raz pierwszy zatrzymał dla mnie autobus, a teraz? Ronię kolejną łzę, bo już nigdy go nie zobaczę, nigdy nie usłyszę jego głosu, jego śmiechu i nie spojrzę w jego oczy. To koniec.
Tym razem nie spóźniłam się na autobus. Weszłam do pojazdu, a kierowca spojrzał na mnie ze współczuciem. Posłał mi delikatny uśmiech pocieszenia i po raz pierwszy uznałam, że ten staruszek z siwym wąsem nie jest taki nieprzyjemny. Zauważył mnie. Chciałam usiąść na swoim stałym miejscu, dwa siedzenia za jego. Teraz będę przyglądać się pustce. Nagle czyjaś dłoń chwyciła mnie za nadgarstek.
- Usiądź tutaj – powiedział przyjaciel mojego ukochanego. Jego oczy były czerwone i podpuchnięte, ale jego uśmiech był szczery, skierowany do mnie. Bez słowa usiadłam na miejscu tego pięknego chłopaka. Było mi wstyd. Nie miałam prawa tam siedzieć, skoro nawet nie odważyłam się powiedzieć mu tego głupiego „dziękuję”.
- To dla ciebie – powiedział i wyciągnął ku mnie białą kopertę z moim imieniem. – Zostawił trzy listy. Dla rodziców, dla mnie i dla ciebie – jego warga zadrżała, a kiedy odebrałam od niego papier szybko odwrócił twarz w stronę okna, abym nie zauważyła, jak płacze. Jednak zauważyłam.
Drżącymi dłońmi otworzyłam kopertę i wyjęłam kartkę. To były tylko dwa zadania, ale trafiły w najczulsze miejsce. Jego pismo przyozdobiły moje łzy, które spływały po mojej twarzy. On odszedł. Już nie wróci. Ale nadal będę rozmyślała, jak bardzo był piękny.

„Przepraszam, że nie powiedziałem Ci  tego wcześniej, ale uważam, że jesteś piękna. Kocham Cię”
FB_IMG_1425395458565.jpg
  • awatar Za jakie grzechy,dobry Boże!?: zarąbiste. Pozwól, że będę się od cb uczyć. Od małego marzę o pisaniu książek. Nawet w wieku pięciu lat pisałam pierwsze głupoty. Jednak mam problemy z ocenianiem swoich prac. Mogłabyś zerknąc na moje opowiadanie?
  • awatar turkusowaa: rany... to było piękne ❤ nie wiem co powiedzieć .. cudowne
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›