Wpisy użytkownika Sayori Nekomori z dnia 1 lutego 2015

Liczba wpisów: 3

sayorinekomori
 
Na wojnie nic nie ma znaczenia. Wojna to niszczycielska energia, która nikogo i nic nie oszczędza. Modlitwy tu nie pomogą. Jeśli nie zabijesz, zostaniesz zabity. O to jej chodzi. Słabi, którzy nie potrafią podnieść broni na innego człowieka zginą, bo Wojna ich nie potrzebuje. Słabi tylko przeszkadzają. Wojna jest siostrą Śmierci. Mimo że obie zbierają plony trupów jest między nimi zasadnicza różnica. Wojna czerpie przyjemność z bólu i cierpienia. Uśmiecha się, gdy widzi, jak zalani krwią niewinni ludzie giną. Namawia ich do tego, by pozbawiali życia. Śmierć nic nie może zrobić, aby powstrzymać tą rzeź. Może jedynie ze spuszczoną głową zbierać plon, który zasiała jej siostra.
Na wojnie nic nie ma znaczenia. Trzeba walczyć. Nie ważne czy jesteś mężczyzną, kobietą czy dzieckiem. Walczysz by przeżyć. Wojna rozdziela rodziny, niszczy ich domy, każe kochankom walczyć po dwóch różnych stronach. Są zmuszeni walczyć między sobą, choć tak bardzo pragną znów znaleźć się w swoich ramionach. Tak właśnie było z nimi…
Dwoje ludzi znających się od dziecka. Wszystko robili razem. Byli tak bardzo uzależnieni od siebie, że robili wszystko, by tylko spojrzeć na siebie nawzajem.
Wojna kocha patrzeć na cierpienie, więc postawiła ich po dwóch stronach konfliktu. To tak bardzo bolało, jednak nie byli wstanie nic z tym zrobić. Przecież jednostka nie przekona miliona do zakończenia walki. Wojna pochłonęła wszystko, a im pozostało jedynie wykonywać rozkazy i marzyć, że kiedyś znów się odnajdą i obejmując się będą się śmiać z tego wszystkiego. Będą po prostu razem.
Błękitnooki blondyn doskonale posługiwał się mieczem. Kamienna twarz pokazywała innym, że nie zamierza zostać zabitym. Jednak maska, którą nosił, sprawiała mu ból. Za każdym razem, gdy ostrze przebijało ciało innego człowieka dusił w sobie łzy. Musi zabijać, bo chce chociaż raz ujrzeć swojego ukochanego.
Czarnowłosy o czekoladowym spojrzeniu był niezwykle szybki. Prawdę mówiąc, po raz pierwszy trzymał w rękach miecz. Nie licząc dnia, w którym jego kochanek pokazał mu czego się nauczyć w dojo. Mieli wtedy po dwanaście lat i sam się sobie dziwił, że jeszcze pamięta tą namiastkę podstaw. Jednak w porównaniu do innych jego styl walki był prymitywny, mimo efektowny, bo przez te dwa lata nikt nie zdołał go zabić. On natomiast pozbawił życia już wiele istnień. Był człowiekiem wrażliwym i zawsze starał się nikogo nie skrzywdzić, a teraz? Zabija dla własnych korzyści… On chce po prostu jeszcze raz zobaczyć swojego ukochanego.
Nadeszła wiosna. Śnieg topnieje i razem z krwią poległych spływa do rzek i jezior. Zamiast zapachu kwitnących kwiatów w powietrzu unosi się smród zgniłych ciał, których jeszcze się nikt nie pozbył. Blondwłosy powoli skrada się do jednej z baz wroga. To nie jest rozkaz od władz. To jego prywatna sprawa. Chce go zobaczyć. Wie, że tu jest. Tyle razy tracił tą okazję, jednak teraz ma pewność, że go spotka. Choć wie, że jeśli on go nie zabije na własnym terenie, to jego „pobratymcy” zabiją jego.
„Jeśli mam umrzeć, to od twojego miecza” mówi co noc patrząc w niebo bez gwiazd i księżyca. Wszystko przysłania szara mgła palących się miast i wsi.
Niebieskooki rozgląda się uważnie, pilnując aby nikt go nie zobaczył ani nie usłyszał.
- Co tu robisz, śmieciu? – usłyszał za sobą głos tak srogi, że aż zadrżał. Ale nie ze strachu, tylko z podekscytowania, gdyż ten głos należał go niego. Do osoby, dla której tu przyszedł. Uśmiechnął się.
- Znalazłem cię – wyszeptał.
- Oh, jak miło. Chciałeś, abym to ja cię zabił? Masz szczęście, że to ja cię tu złapałem. Więc odwróć się, abym mógł patrzeć ci w oczy, gdy będę ci odbierał życie. Nigdy nie zabijam tego, kto stoi do mnie tyłem – mówił z wyższością. To była jego maska. Udawał kogoś, kto jest jego zupełnym zaprzeczeniem. Blondwłosy powoli się do niego odwrócił. Każdy centymetr jego ciała, który jego ukochany zdołał zobaczyć sprawiał, że maska powoli znikała, a w oczach pojawiły się łzy.
- Jeśli mam umrzeć, to tylko od twojego miecza – po jego policzkach, po raz pierwszy od rozpoczęcia wojny, spłynęły łzy. Jego marzenie wreszcie się spełniło i dziś może umrzeć.
- Idioto – załkał. – Masz cholerne szczęście, że to ja cię spotkałem – po jego twarzy również spłynęła łza. – Co tu robisz? Przecież wiesz, że wkradając się tu piszesz się na śmierć. Nie wyjdziesz stąd żywy – jego głos był tak złamany, że zadziwiał nawet jego.
- Powiedziałem już. Szukałem cię, abyś mógł mnie w końcu zabić, ale nie umrę bez walki – uśmiechnął się i z jego rękawa wysunął się sztylet. – Walcz ze mną. Chcę umrzeć honorowo! – rzucił się na swojego ukochanego, ale ten zrobił unik i sam zaatakował. Ostrze jego miecza przemknęła kilka milimetrów od szyi błękitnookiego.
- Też cię szukałem! Nie mogę tak dłużej żyć! Bez ciebie to nie życie! – nawzajem kierowali w siebie ostrza i unikali się nawzajem. To było jak niekończąca się walka. Umiejętności blondyna przeciw zwinności czarnowłosego.
Pobratymcy ciemnookiego obserwowali tą walkę nie mieszając się w to. Uznali, że ta walka ich nie dotyczy, bo on sobie poradzi. Nie był żółtodziobem i wiedział, jak załatwić wroga. Jednak to nie był ich jedyny powód. Słuchali ich rozmowy nic nie mówiąc. Doskonale rozumieli ich sytuację. Przecież oni też stracili najbliższych w tej wojnie.
- Nie jestem w stanie cię zabić i dobrze o tym wiesz! Jeśli ty umrzesz to ja też! – wrzeszczał brunet. – Ty też nie jesteś! – widział łzy i ból na twarzy ukochanego. To tak bardzo bolało. Czuł się, jakby jego serce pękało na miliardy kawałeczków. Sam mógł cierpieć, ale widok ukochanej osoby, która to robi jest gorsze niż cokolwiek innego. Zrobiłby wszystko aby mu ulżyć.
Blondwłosy szturchnął go barkiem i oboje polecieli na ziemię. Czarnowłosy trzymał przed sobą poziomo miecz, tak, że brzeszczot mógł z łatwością przebić gardło blondynowi. Ten natomiast trzymał sztylet przy jego klatce piersiowej. Brunet czuł ostry czubek na klatce piersiowej. Jego oddech był bardzo płytki. Głębszy wdech sprawiłby, że sam sobie wbiłby sztylet w ciało.
- Tak długo na to czekałem, ukochany – błękitnooki delikatnie odgarnął włosy chłopakowi za ucho odsłaniając spocone czoło. – Mógłbym pozwolić się zabić już na samym początku, gdy okazało się, że jesteśmy wrogami, ale nie mogłem. Chciałem cię zobaczyć. Chciałem po raz ostatni ujrzeć twoją twarz, pocałować cię i zapewnić, że cię kocham. A śmierć z twojej ręki jest tym, czego pragnę – wypływające łzy kapały prosto na twarz jego ukochanego, który aż się dławił własnym szlochem i łzami.
- Też tego pragnąłem. Pragnąłem, abyś to ty mnie zabił. Codziennie modliłem się, abyś żył. Chciałem, abyś zobaczył jeszcze prawdziwą wiosnę. Widział kwitnące drzewa i kwiaty, abyś czuł ich zapach. Żebyś po prostu żył – słowa, które wydobywały się z jego ust były niczym ciernie owijające jego szyję i wbijające się w serce blondyna.
- Żyć na świecie, gdzie ciebie nie ma? Z tą świadomością, że już nigdy nie przyjdziesz do mnie i nie przywitasz mnie z tym swoim głupkowatym uśmiechem? Że już nigdy nie usłyszę twojego śmiechu? Nie poczuję twoich ramion, które dawały mi spokój? Bez ciebie wiosna byłaby niczym. Życie byłoby niczym. Kocham cię, tak bardzo cię kocham – łkał nachylając się nad ukochanym tak, aby ostrze było jak najbliżej jego szyi, ale sztylet się nie wbił w ciało bruneta. Ta pozycja była niezwykle niewygodna, ale to nie miało znaczenia. Ból fizyczny był niczym w stosunku z bólem, jaki oboje odczuwali w duszy. Wojna odebrała im te szczęśliwe dni. Pozostały tylko wspomnienia, które dawały im nadzieje na lepsze jutro. Mieli tyle planów na wspólne życie, a Wojna im to zabrała, śmiejąc się im prosto w twarz. Wojna mogła odebrać im wspólną przyszłość, ale nie odebrała im miłości do siebie nawzajem. Właśnie ta miłość doprowadziła ich do tego miejsca, w którym teraz są. Leżąc na ziemi, mierząc w siebie ostrzami niosącymi śmierć, patrzyli sobie w oczy i wyznawali miłość.
- Zróbmy to razem – powiedział blondyn. – Skoro oboje pragniemy śmierci z ręki drugiego to będzie najlepsze wyjście. Wyobraź sobie… Ty i ja, plujących na Wojnę, wolni od tej szarości i smrodu. Szczęśliwi…
- A co, jeśli po śmierci nie ma nic? – brunet nigdy nie wierzył w życie po śmierci. Zawsze uważał to za bajeczki, które były tylko pretekstem dla samobójców.
- A ty, jak zwykle swoje… Nawet jeśli masz rację, to wolę to nic, niż życie bez ciebie – w jego oczach mieszała się radość ze smutkiem.
Brązowooki wpatrywał się w błękit oczu ukochanego i przypominał sobie, jak po raz pierwszy w nich zatonął. Miał wtedy trzynaście lat. Pamiętał doskonale, jak zazdrosny był, że jego pierwsza miłość ma dziewczynę. Próbował to ukryć, ale blondyn go przejrzał. Czuł to samo. Od tego momentu zawsze byli razem. Mimo kłótni nigdy się nie rozstali, bo to uczucie było silniejsze niż wszelkie uprzedzenia. A teraz? Patrzą na siebie i zbierają w sobie odwagę, aby się zabić. Razem.
- Razem – wyszeptał. Blondyn tylko się delikatnie uśmiechnął.
- Na trzy…
- Raz… – liczyli wspólnie uśmiechając się nawzajem do siebie. – Dwa… TRZY – blondyn opadł na ukochanego wpijając się w jego usta. Brzeszczot miecza bruneta poderżnął mu gardło. Śmierć zabrała go po kilku sekundach. Natomiast czarnowłosy czekał aż i po niego przyjdzie siostra Wojny z wbitym w serce sztyletem. Ostatnimi siłami pogłaskał ukochanego po głowie i z uśmiechem na twarzy zamknął oczy i razem z blondynem, trzymając się mocno za ręce, odeszli w stronę czekającej Śmierci, która rozpostarła swe ramiona, aby przyjąć ich do świata bez Wojny, bez cierpienia. Do miejsca, gdzie będą szczęśliwi.

Pobratymcy bruneta, wiedząc, że za to czeka ich śmierć, wynieśli ciała kochanków za bazę i pogrzebali ich nad pobliskim jeziorem pod starym dębem. W miejsce, gdzie zostali zakopani, wbili krzyż i postawili przy nim drewnianą tabliczkę, na której wyryli nożem napis:

„Wojna rozdzieliła ich ciała,
Ale nie zdołała rozdzielić dusz.
Ku pamięci kochanków,
Którzy zginęli od własnych mieczy ”

lkjhg.jpg
 

sayorinekomori
 
Sayori Nekomori: Powiedz mi, jak mam z tym żyć. Z tym uczuciem, że jestem ale jednocześnie mnie nie ma. ciągle blisko, ale tak daleko. Oczekujesz ode mnie gwiazdki z nieba, ale jak mam jej sięgnąć? Jestem tylko człowiekiem, który cię kocha i ciągle żyje bez pewności, że ty też. Wierzę, że dałabym radę dokonać niemożliwego, ale jak tego dokonać  bez motywacji? Ty tylko bierzesz. Kiedy i gdzie chcesz, nie patrząc na moje potrzeby. Nie wiem ile jeszcze wytrzymam, ale wiem, że nie dam rady cię zostawić. Kocham Cię tak bardzo, że to mnie zabija. W ataku furii mogłabym przebić twe serce mieczem, ale umierałbyś w moich ramionach, a potem sama bym odebrała sobie życie przez tą tęsknotę za tobą. Widzisz,  jak bardzo Cię kocham?
  • awatar Seiti: Gif mi się kojarzy z : serce mu drgnęło nim w proch się obrócił. Szaleńcza i obłąkana miłość jest inspirująca.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

sayorinekomori
 
Co wy na to, żebym wstawiała tu także swoje rysunki? Może nie są idealne, ale tak bardzo złe też nie są ;)
Tylko denerwuje mnie to, że nie potrafię rysować z głowy :( muszę na coś patrzeć, bo inaczej rysunki są, jak z horroru :(
Przerwałam rysowanie na dwa lata. Chodzi, że sama dla siebie przestałam. Przez to, że zawsze musiałam robić jakieś plakaty po prostu mi to obrzydło i przestało mnie cieszyć. Ale za namową koleżanki powróciłam do tego :D Myślę, że nawet dobrze mi poszło ;) (+10 do samozachwytu >.< )

10551980_392111754281927_782575373_n.jpg


10904680_392086334284469_430774964_n.jpg
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›